hot links menu

Ostatnio komentowane

Koniec Mitu Religi ? - Marek S...
side effects of the medication paxil
15/08/10 18:04 Więcej ...
Wysłane przez Rudolf

Koniec Mitu Religi ? - Marek S...
order cialis online not fake
In each study, lymphocytes were cleaned on scientific imprin...
15/08/10 12:27 Więcej ...
Wysłane przez Paula

Koniec Mitu Religi ? - Marek S...
cialis genuinerx net viagra viagra
The thought that you can reexamine and you whatsoeverabnorma...
15/08/10 06:49 Więcej ...
Wysłane przez David

Przesłanie do Nadchodzących - ...
subaction showcomments viagra start from
If i pac a [URL=http://forum.ea.com/eaforum/posts/list/17115...
14/08/10 22:53 Więcej ...
Wysłane przez Tessa

Koniec Mitu Religi ? - Marek S...
weakness in my legs lipitor
Insert as routinely as ofrenal into the hexanoic one-third o...
14/08/10 19:16 Więcej ...
Wysłane przez Penelope

Przesłanie do Nadchodzących - ...
taking probiotics and prednisone simulta
14/08/10 15:21 Więcej ...
Wysłane przez Rebecca

Koniec Mitu Religi ? - Marek S...
patient assistance program for lamictal
14/08/10 06:00 Więcej ...
Wysłane przez Charles

Moda na prywatyzację szpitali ...
trouble shoot caravan power window
I am slimmer putative but i have started deviating more and ...
14/08/10 05:22 Więcej ...
Wysłane przez Chris

Moda na prywatyzację szpitali ...
prilosec season of a lifetime entry
Patients should specialize beed for the [URL=http://mydeadxb...
14/08/10 05:17 Więcej ...
Wysłane przez Horace

Koniec Mitu Religi ? - Marek S...
cialis pills generic uk apcalis online
I [URL=http://www.bambooflooring.onmyfloor.com/index.php/top...
13/08/10 23:46 Więcej ...
Wysłane przez Nik

UTOPIA LIBERALNA (tragiczne losy czystej ekonomii) Drukuj Poleć znajomemu
21.12.2008.
Jan Herman - Instytut Badań Społecznych i Gospodarczych (http://jan-herman.pl)
 
„to prawda, trwa walka klas – ale to myśmy ją wywołali i my, bogacze, ją wygrywamy. To jest nasza gra!”
Warren Buffet /podobno/


Liberalizm postrzegam jako główny (najbardziej płodny) nurt prawicy, mający nie tylko ofertę dla Gospodarki, ale też ofertę ideową, polityczną, kulturową, społeczną. Jest to oferta uczciwa, oparta na dającym się bronić – do pewnych granic – przeświadczeniu, że im więcej swobody, tym Człowiek bardziej zdolny do wielkiego wspólnego wysiłku owocującego ostatecznie dobrem ogółu, zaś ład społeczny możliwy jest bez alienujących regulacji i aparatu przymusu, na koniec administrowanie nawą publiczną może być oparte na powszechnym porozumieniu, przyzwoleniu, ugodzie.
W moim sposobie myślenia, który stawia na „trój-wariantowość” fenomenów ideowo-kulturowo-mentalnych Człowieka, widzę Liberalizm jako element kręgu zawierającego opcje Konserwatyzmu, Prawicy i Lewicy, przy czym – oczywiście – liberalizm zajmuje centralne miejsce w wielopostaciowym żywiole prawicowym. Z jednej strony Prawica sąsiaduje z Lewicą, z drugiej strony zaś – z Konserwatyzmem.
Rys. 1

Pograniczem lewicowo-prawicowym jest społeczna, polityczna, kulturowa, gospodarcza przestrzeń obcowania Technokratyzmu („wypaczenia” rynkowości liberalnej w kierunku uprzywilejowania inteligencji, menagementu oraz operatorów wszelkich rozwiązań systemowych (technika, organizacja, logistyka, media, itd.) z Socjal-demokratyzmem („wypaczeniem” socjalizmu w kierunku usankcjonowania nierówności, niesprawiedliwości jako wyzysku przynoszącego ostatecznie korzyść rozwojową). Pograniczem konserwatywno-prawicowym jest przestrzeń obcowania Faszyzmu („wypaczenia” rynkowości liberalnej w kierunku wielowątkowej organizacji wszczepionej do Gospodarki przez państwo, szczególnie w dziedzinie zamówień publiczno-rządowych i przepływu siły roboczej) z Charity („wypaczeniem” personalizmu w kierunku oddania Państwu prerogatyw w dziedzinie kultury i wychowania w zamian za opiekę nad jednostką). Obrazuje to rysunek obok.
Podkreślam, że zarówno Technokratyzm jak też Faszyzm postrzegam jako „wypaczenia” Liberalizmu, ustępstwa wobec wymagań (postulatów) i jednocześnie ograniczeń psycho-mentalnych (Faszyzm) oraz biznesowych (Technokratyzm). Rozwiązania technokratyczne i rozwiązania faszystowskie „psują” Rynek, ale – w odróżnieniu od Socjalizmu czy Personalizmu – głoszą chwałę Rynku jako przestrzeni społecznej i gospodarczej zdolnej do serwowania i pielęgnowania efektywności (sprawności, rentowności) i zarazem opiekuńczości w stosunku do żywiołu Pracy. Stąd nurty te optują za Rynkiem, ale koniecznie z korektami ich autorstwa.
Dodatkowo świat powoli już porzuca ten sposób pojmowania fenomenów ideowych, wykluwając rozmaite idące daleko „wprzód” inicjatywy teoretyczne (idee) i praktyczne (ruchy społeczne). Przyjrzyjmy się poniższej tabeli zawierającej schemat postępu ideowo-intelektualno-świadomościowego. Nie wdając się w wyjaśnienia szczegółowe (ścieżka postępu wiedzie od dołu do góry schematu) podpowiedzmy tylko, że plansza ta jest rozwinięciem „walca”, co oznacza, że Konserwatyzm sąsiaduje nie tylko z Prawicą, ale i z Lewicą, a dojrzewający Wolontariat sąsiaduje i z Alterglobalizmem, i z Terroryzmem (najbliższa przyszłość ideowa Ludzkości będzie zajęta sporami pomiędzy tymi właśnie fenomenami).
Rys. 1

Poprzez wiele złożonych „procedur” ruch ideowo-polityczny Ludzkości przechodzi do formuły Alterglobalizm-Terroryzm-Wolontariat, w której właśnie obserwujemy feerię publikacji i inicjatyw społecznych, poszukujących właściwej redakcji (narracji) dla nowych jakościowo, intuicyjnie już prawie oczywistych paradygmatów. Stawiając na określony pakiet aksjologiczny najbliższej przyszłości, czerpać będziemy już niedługo z którejś koncepcji ze wskazanej przed chwilą „półki”.
Po tych zastrzeżeniach można już zająć się Liberalizmem1 jako żywiołem „odciętym”, wyodrębnionym z ogólniej pojętej Prawicy. Dodajmy jedynie – bo to przyda się w dalszych rozważaniach – że żywioł prawicowy jest dość łatwo rozpoznać po Języku (siatce pojęciowej), której nieodłącznymi elementami są na przykład: Firma, Gra, Biznes, Sukces, Team, Walka, Perfekcja, Marketing, Pozycja, Zysk, Rentowność, Sprawność, Podium, Efektywność, Wzrost, Spółka, Zarząd, Kariera, Dyrekcja, Globalizacja, Podatek, Profesjonalizm, Specjalizacja, Przedsiębiorczość, Aktywność, Konkurencja, Motywacja, Okazja, Siła robocza, Awans, Kwalifikacje, Dyplom, Tempo, Harmonogram, Czas, Indeksacja, Dynamika, Prywatność, Etap, Lider, Agenda, Kontrakt, Test, Budżet, Zaliczenie, Porządek, Prawo, Faktura, Zwycięzca, Kooficent, Aktywacja, Koncesja, Instancja, Kalkulacja, Rachunek, Kolega, Prowizja, Procedura, Rywalizacja, Instrukcja, Manual, Wskaźnik, Proporcja. Słowa te – stosowane w najrozmaitszych konstelacjach – dominują w codziennych kontaktach ludzi prawicy i po tym można ich wstępnie „wyselekcjonować”, nawet jeśli oni sami mają o sobie inne mniemanie, inaczej sami siebie postrzegają. Zauważmy też, że przy odrobinie wprawy spośród wskazanych pojęć (zasobu słów) łatwo jest wyróżnić te „czysto” liberalne, i te „kompromisowe”, nie będące ortodoksyjnymi.
Liberalizm przeciwstawia się Socjalizmowi odnajdywanemu na siłę we wszystkich sferach, gdzie mamy do czynienia z ograniczeniami, regulacjami, dopuszczeniami, interwencjami. Przeciwstawia się też Personalizmowi głównie na tym polu, gdzie udaje się wskazać, iż zbyt głębokie zaangażowanie w „inwestycję w Człowieka” obniża efektywność gospodarczą i jednocześnie demoralizuje ludzi oraz ich grupy, warstwy, itp. Generalnie liberalizm bardzo upodobał sobie, aby w miejsce kategorii psychologicznych i humanitarnych oraz „sprawiedliwościowych” stosować wszędzie gdzie się da kategorie statystyczno-mierzalne, takie jak wskaźniki, agregaty, kooficenty, mierniki, indykatory, metrum, normatyw.
Warto w wolnej chwili przyjrzeć się bliżej przedstawionemu rysunkowi: kolistość przestrzeni fenomenów (żywiołów) ideowych ma swoje konkretne znaczenie, przynajmniej takie, że dla dowolnej średnicy koła wyznaczyć można punkty przestrzeni ideowej dokładnie sobie przeciwne, sprzeczne antagonistycznie, nie do pogodzenia, które – jeśli stwarzają napięcie nie do wytrzymania – muszą być zniesione poprzez nową jakość (Syntezę). Zarazem punkty „styczne” poszczególnych fenomenów wyznaczają miejsca sprzeczności dialektycznych, dających się albo przezwyciężyć, „ugadać”.
Wspomniana na wstępie uczciwość Liberalizmu wymaga spełnienia dwóch bardzo znaczących warunków:
a) albo występującego w praktyce ortodoksyjnego Rynku (jego opis poniżej);
b) albo naiwnej wiary w to, że ów Rynek jest możliwy;
Jeśli te warunki nie są spełnione, to musimy mieć przecież do czynienia albo z nieuczciwością, albo z Utopią Liberalną. O tym też traktuje niniejszy artykuł.
Rzetelność wywodu nakazuje teraz wskazanie i porównanie adekwatnych przykładów dla trzech typów Gospodarki: personalistycznego, liberalnego i socjalistycznego. Niestety, żadna całościowa, kompleksowa Gospodarka nie tylko nie występuje w „czystej” postaci (jednej z trzech), ale nawet nie występuje jako zdominowana przez jeden z tych nurtów: można powiedzieć, że złożoność psycho-mentalna, różnorodność formuł uspołecznienia, rozmaitość językowa (sposobów postrzegania, pojmowania i narracji) oraz spetryfikowane rozwiązania instytucjonalno-organizacyjne, na koniec rozmaicie wyrażająca się polityczna wola Państwa powodują, że mamy do czynienia z dość mozaikowymi konkretnymi manifestacjami realnej Gospodarki. Przypomnijmy też uwagę, że o ile personalizm, liberalizm i socjalizm zdefiniowano tu jako główne, konstytuujące nurty konserwatyzmu, prawicy i lewicy, o tyle nurty „towarzyszące im po bokach”  są ich wypaczeniami (po darwinowsku wyklutymi z mutacji), a nie wariantami „pochylonymi” w jedną lub drugą stronę. Zatem – o ile sensowne jest sformułowanie o prawicowości jakichś politycznych rozwiązań - o tyle dla Gospodarki takie określenie oznacza obecność (albo dominację) rozwiązań patologicznych między rozwiązaniami „poprawnymi” (pożądanymi politycznie).
Podajmy przykłady modelowe (wobec realiów – abstrakcyjne) trzech Gospodarek wywiedzionych z głównych nurtów ideologicznych.
A/
Gospodarka personalistyczna ufundowana jest na teokratycznej (uświęconej Braterstwem przez Opatrzność, Tradycję, Naród, itd.) hierarchii, której budulcem jest wtajemniczenie rosnące wraz z pozycją w hierarchii, posłuszeństwo „w pionie”, dyscyplina równoważna z „centralizmem demokratycznym”, pokora i niski krytycyzm niższych szczebli, a zarazem rzetelność i solidność każdego podmiotu w wyznaczonym obszarze działalności. Nowe inicjatywy muszą uzyskać glejt (imprimatur) Hierarchii, otrzymują od niej też od razu swoje miejsce w przestrzeni gospodarczej, inne zaś posłusznie wchłaniają nowy podmiot w swoje sieci powiązań redagowane przez Hierarchię. Pojęcie rentowności (zysku) zupełnie nie nadaje się do opisu takiej Gospodarki, za to sformułowanie „od każdego według jego możliwości, każdemu według owoców jego pracy” – celnie oddaje filozofię aktywności gospodarczej i w ogóle publicznej. Migracje społeczne (sformułowanie w tym przypadku na wyrost) pozostają pod – bardziej lub mniej subtelną – kontrolą Hierarchii. Nomenklatura w dostępie do konkretnych zadań/ról gospodarczych, w dostępie do dóbr ze wspólnej puli oraz do zaopatrzenia i wsparcia centralnego, wreszcie do uprawnień publicznych i wykształcenia – porządkuje życie gospodarcze wedle „prawomyślności”. Podatek (potrącenia procentowe od obrotu, zysku, majątku, wynagrodzenia) w takich warunkach nie ma sensu, ale występuje pobór regulowany incydentalnie lub długookresowo, zależny od potrzeb definiowanych przez Hierarchię. Wszelkie odstępstwa od takiego Systemu są „ciężko doświadczane”, a nawet rugowane czy eksterminowane.
B/
Gospodarka liberalna ma zupełnie inną podstawę. Jej głównym przesłaniem jest Wolność, Swoboda, Podmiotowość, Suwerenność, wolnoć Tomku w swoim domku, primum non nocere, służebna rola Państwa (nocnego stróża), pozytywne myślenie i nastawienie, ograniczone zaufanie, pościg za najlepszymi, wszystko na sprzedaż, „ciąg na sukces”. Wszelkie struktury, organizacje, urzędy, formalizacje mają tu sens jedynie wtedy, kiedy zwiększają i ochraniają efektywność gospodarowania, a właściwie konkretnych przedsięwzięć. Wszelkie relacje i więzi mają konkretne „gospodarcze” zadania i co jakiś czas (niekiedy w sytuacjach kryzysowych) są poważnie weryfikowane pod tym kątem, z tego też powodu panuje w takiej Gospodarce kult większości, a właściwie „szabel”, a także kult kadencyjności, co prowadzi do wykreowania super-instytucji Wyborów propagowanych jako esencja Demokracji (wraz z instancyjnością i rozdziałem społecznych – właściwie Systemowych – funkcji prawodawczych, wykonawczych i sądowniczo-arbitrażowych). Podatek, a nawet działalność o charakterze filantropijnym, charytatywnym, socjalnym, są „wrzodami”  albo „kosztem wymuszonym” Gospodarki liberalnej (zwanej rynkową), ale ostatecznie – w uznaniu ich ostatecznej, systemowej efektywności – akceptowane są jako swoisty wentyl rozładowujący napięcia społeczne, wynikające z „niezrozumiałych” pretensji nieudaczników i pechowców, zwłaszcza kiedy rosną liczebnie i wzmacniają się organizacyjnie (a przecież to „przysługuje” tylko podmiotom gospodarującym!). Odstępstwa od takiego Systemu są realizowane na własny rachunek i ryzyko, w tym sensie są integralnym elementem Systemu.
C/
Gospodarka socjalistyczna wywodzi się z założenia, że człowiek – jeśli w wyniku psycho-mentalnego dojrzewania występuje nie jako indywidualista, tylko jako współ-fundator Kolektywu – jest w stanie użyć zbiorowej mądrości i społecznego doświadczenia dla najlepszego z możliwych gospodarowania dobrem własnym stanowiącym integralną cześć, komponent wspólnej puli dobrobytu. Społeczny podział pracy w tej Gospodarce nie nawiązuje do naturalnego podziału, tylko ma charakter „socjalistyczny”: im większa świadomość społecznych potrzeb oraz im bardziej altruistyczna postawa ekonomiczna, tym lepsze predyspozycje do brania na siebie odpowiedzialności za ogół. Dotyczy to zarówno jednostek (pod tym względem wybitnych), jak też zespolonych wspólną świadomością zrzeszeń i zrzeszeń-zrzeszeń. Takie zewnętrzne atrybuty organizacji społecznej, jak Struktury, Hierarchie czy Wybory – w Gospodarce socjalistycznej wynikają z woli Ludu (mas), delegujących swoich najlepszych synów i najlepsze Kolektywy do zarządzania nawą publiczną. Wszelkie jednostki i podmioty gospodarujące umieją w powszechnej dyspucie i porozumieniu znaleźć najlepsze tu-teraz rozwiązania gospodarcze, szczególnie jeśli są wspierane przez instytucje i organizacje publiczne animujące rozwój powszechnej świadomości, skonsolidowane w takie społeczne manifestacje, jak Nauka, Edukacja, Administracja, Art. (inaczej: Kultura). Ten wiecznie fermentujący Postępem System, poprzez ciągłe doskonalenie spółdzielczości i samorządności (oraz ich rozmaitych postaci), prowadzi w sposób oczywisty do obumierania Państwa poprzez „wyłączanie” jego kolejnych prerogatyw i atrybutów wszędzie tam, gdzie dojrzałość (świadomość) społeczna Kolektywów pozwala na samorządność i uspółdzielczenie.
Zakładam, że – nawet jeśli niezbyt precyzyjnie – oddałem istotę Gospodarki w jej trzech ideowych wydaniach. Praktyka ciężko nas jednak doświadcza: Gospodarka personalistyczna często przywala swoim ciężarem (zbiorowej niekompetencji wypartej przez „słuszność”, biurokratyzmu zastępującego zarząd administracyjny) te dziedziny gospodarcze, które mogłyby być efektywne, gdyby nie Państwo i jego Hierarchie (patrz: historia wszelkich monarchii i państw teokratycznych). Gospodarka liberalna popada w monopolizację i nie dość, że sama sobie w ten sposób przeczy, to jeszcze nękana jest kryzysami koniunktury (patrz: z jednej strony bezrobocie, z drugiej strony niezaspokojone potrzeby rynkowe i publiczne). Gospodarka socjalistyczna jeszcze nigdzie nie funkcjonowała dotąd (chyba że w niszach, enklawach), natomiast tzw. socjalizm realny był w rzeczywistości personalizmem a’rebours, w którym działała odwrócona nomenklatura doboru negatywnego (im wyżej, tym większa niekompetencja, za to większa lojalność wobec aparatu), a państwo zamiast obumierać (zgodnie z dialektyką rozwoju społecznego znoszącą przymus i przemoc na rzecz uświadomionych konieczności) umacniało swój monopol gospodarczy. Dawno, bo po raz pierwszy 24 lata temu, nazwałem to publicznie socjalizmem domniemanym – i nie zmieniam poglądu, tyle że dziś lepiej potrafię tego bronić niż wtedy2.
Dramatu dopełnia taka oto okoliczność, że – nawet jeśli już „umówiono się” politycznie co do prawicowości, konserwatywności czy lewicowości Gospodarki – to nie stawiano na jeden „czysty nurtowo” model (poza niechwalebnymi wyjątkami faszyzmu), tylko realizowano eklektyczną mieszankę, nijak nie dającą się uspójnić nawet co do paradygmatów. Niektórzy obserwatorzy i badacze wymieniają to jako zaletę owych mieszanych (jaka eufemistyczna nazwa) koncepcji społeczno-gospodarczych. Zresztą, każda jednostka i każdy podmiot życia zbiorowego, publicznego, społecznego (a zatem i gospodarczego) przesycona jest „po równo” psycho-mentalnymi asocjacjami konserwatywnymi, prawicowymi i lewicowymi, zmienia się to zresztą dynamicznie zarówno z wiekiem, jak też zależnie od rodzimego środowiska. Dlatego – dzięki „wrodzonej” skłonności do poszukiwania i zapamiętywania tego co dobre, prawdziwe i piękne, a także dzięki wrodzonej żywotności ekonomicznej – w każdym ustroju społeczno-gospodarczym, jakikolwiek nas ogarnie, staramy się odnaleźć swoje dobre miejsce, realizować partykularne korzyści i szukać miejsca dla wartości najwyższych, a do opozycji (dysydencji) przechodzimy dopiero po przekroczeniu progu nieefektywności naszych starań (patrz: życiorysy i werbalizowane przemiany poglądów Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego, Leszka Kołakowskiego, i wielu innych, w tym ekonomistów takich jak Leszek Balcerowicz czy Dariusz Rosati).

Przedmiot rozważań
W Ecyklopedii WIEM czytamy: Gospodarka rynkowa, system gospodarczy, w którym alokacja zasobów czynników wytwórczych (pracy, ziemi i kapitału) pomiędzy alternatywne możliwości ich wykorzystania (dziedziny wytwarzania, konkretne produkty), a także podział wytworzonych produktów pomiędzy poszczególne jednostki dokonuje się głównie za pośrednictwem rynku, przy niewielkim wpływie państwa.
W gospodarce rynkowej decyzje dotyczące tego, co i w jakich ilościach będzie produkowane, w jaki sposób, tzn. przy użyciu jakich metod technicznych, oraz dla kogo (tak zwane kardynalne pytania ekonomii), podejmowane są przez suwerenne podmioty gospodarcze, kierujące się własnym interesem i postępujące zgodnie z zasadami racjonalności gospodarowania.
Podstawą podejmowania tych decyzji są informacje płynące z rynku: m.in. ceny dóbr i usług, ceny czynników wytwórczych, płace, stopy procentowe, stopy zysku, kursy papierów wartościowych, walut oraz oczekiwania podmiotów gospodarczych co do ich kształtowania się w przyszłości.
Decyzje te mogą być w pewnym stopniu modyfikowane przez Państwo w związku z ustalaniem przez nie np. stóp podatkowych, nakładaniem (lub zmianą) ceł, ustalaniem minimalnych lub maksymalnych cen, minimalnych płac, ograniczaniem wahań kursów walutowych, kształtowaniem systemu ubezpieczeń, zakresu opieki socjalnej itp.
Skrajną postacią gospodarki rynkowej byłaby gospodarka wolnorynkowa, pozbawiona całkowicie wpływu Państwa - taka jednak współcześnie nie istnieje. Podstawą gospodarki rynkowej jest prywatna własność czynników wytwórczych.
Zauważmy, że tak przedstawiona koncepcja gospodarki rynkowej nie oddaje tego, co jest esencją liberalizmu: odesłania Państwa do nocnej stróżówki. Chyba że – jak w ostatnim z przytoczonych akapitów – uzna się, że gospodarka wolnorynkowa nie istnieje.
Dlaczego – o tym traktujemy poniżej.

Próba modelu formalnego
Poniżej przedstawione rozumowanie zmierzające do zarysowania modelu gospodarki liberalnej opiera się na umowności. Nie oznacza to jednak, że w ten sposób przygotowywana jest furtka do wycofania się z prezentowanych poglądów. Umowność bowiem dotyczy zarówno założeń gospodarki liberalnej/rynkowej, jak też niektórych sformułowań. Na przykład, kiedy mowa o „masie”  uczestnika gry rynkowej, możemy domyślać się wielkości majątku, zatrudnienia, powierzchni zajmowanych gruntów, pozycji rynkowej, itd. Równie umowne jest sformułowanie „gra rynkowa”, zwłaszcza, kiedy uchylamy kolejne założenia rynkowości.
Załóżmy na początku, że istnieje Rynek idealny, spełniający wszystkie znane, publikowane postulaty rynkowości. W naszym modelu będzie on obrazowany przez „pole gry” o następujących właściwościach (założeniach):
a/
wszyscy uczestnicy Rynku są sobie równi pod każdym względem (np. masy, mocy, rozeznania, predyspozycji, itp.) i nie zmienia się to w kolejnych iteracjach gospodarczych;
b/
wszyscy uczestnicy mają swobodne pole manewru (wyboru kierunku ruchu), co oznacza brak „polaryzacji” (stymulacji kierunku działania) oraz to, że na Rynku nie jest zbyt „ciasno”, a także milczące przypuszczenie, że każdy owoc dowolnej aktywności gospodarczej zostanie „sprzedany”;
c/
ruch w dowolną stronę jest jednakowo opłacalny, czyli przynosi rentowność jednakowo proporcjonalną do pokonanej odległości;
d/
nie zdarzają się ruchy konfliktowe, czyli uczestnicy nie przyjmują kursów zderzeniowych albo potrafią się wzajemnie „przenikać” bezkolizyjnie;
e/
wszyscy uczestnicy są wzajemnie od siebie niezależni, ich ruchy nie powodują konsekwencji determinujących zachowania i skuteczności innych uczestników;
f/
nie istnieje żaden „odgórny”, arbitralny porządek ruchu, uczestnicy kierują się wyłącznie niepodważalną własną wolą.

Opisana powyższymi założeniami „plansza gry” pozwala na sformułowanie wzoru ekonomicznego w następującym brzmieniu (staram się celowo nie używać wzorów matematycznych):
Dochód Całkowity (DC) = Suma Wszelkich Ruchów (SWR)

W następnych krokach będziemy kolejno uchylać podane założenia opisujące „pole gry”, bo niewątpliwie oczywisty jest idealizm tych założeń, ale zarazem będziemy upierać się przy „liberalnej rynkowości”, czyli odmawiać będziemy uchylania założenia (f).
Uchylenie założenia (a) oznacza, że szanse uczestników Rynku na odniesienie sukcesu są nierówne (zgadza się to nie tylko z intuicją, ale też z powszechnym doświadczeniem), a to pozwala na uchylanie kolejnych założeń.
Uchylenie założenia (b) oznacza, że ruchy w określonych kierunkach są bardziej wskazane niż ruchy w kierunkach pozostałych, tak jakby przyłożono magnes do pola gry gospodarczej (takim „magnesem” może być kryterium zysków, obrotów, zatrudnienia, majątku – czyli „zwykłe” kryteria oceny gospodarczej, a dodatkowo priorytety polityki gospodarczej). Jednocześnie oznacza to, że żaden ruch nie ma dowolnej, swobodnej „zamaszystości”, bowiem przestrzeń gospodarcza okazuje się zbyt „ciasna”. Do tego niektóre ruchy są na tyle ryzykowne, że zagrażają bytowi uczestnika gry (jeśli nie „sprzeda” swoich owoców). Zatem nasz wzór gospodarki liberalnej musi ulec zmodyfikowaniu:
DC = SWR x (wskaźnik polaryzacji)Wa x (wskaźnik średniego rozmachu)Wb

Wskaźniki zawsze przyjmują wartości <1, co oznacza, że „polaryzacja” i „ciasnota” pomniejszają możliwości Gospodarki.
Uchylenie założenia (c) oznacza, ruchy w określonych kierunkach są korzystniejsze niż ruchy w kierunkach pozostałych, zatem zmuszeni jesteśmy znów skorygować nasz wzór o kolejny wskaźnik mniejszy od jedności:
DC = SWR x Wa x Wb x (wskaźnik zredukowanej efektywności)Wc

Do tej pory widzimy, że na Dochód Całkowity rozmaite czynniki zewnętrzne (uchylające idealistyczne założenia) wpływają wyłącznie na efektywność działalności gospodarczej. Kolejne założenia – uchylone - trafiają jednak w sedno, w „podbrzusze” liberalizmu, wskazując na zewnętrzne, polityczne aspekty Gospodarki.
Uchylenie założenia (d) oznacza, że dochodzi do konfliktów rynkowych. Doświadczenie i wyobraźnia uczą, że w wyniku takiego konfliktu możemy spodziewać się następujących skutków:
a/
oba skonfliktowane podmioty zbankrutują, znikną z przestrzeni gospodarczej;
b/
jeden podmiot wchłonie drugi (jeśli głębiej rozważyć założenie (c), to okazuje się, że podmiot „celniej” funkcjonujący ma wszelkie dane po temu, aby narzucić swoje racje i przywództwo podmiotowi, którego efektywność jest mniejsza);
c/
oba podmioty „przeżyją”, ale osłabione;
Przypuśćmy zatem (bez upierania się co do konkretnych danych, które powinny być przedmiotem odrębnych badań), że jest jakiś wskaźnik procentowy wyróżniający udział konfliktów w ogólnej liczbie ruchów gospodarczych (Wd) oraz wskaźnik obniżonej efektywności spowodowanej konfliktem (uwzględniający trzy możliwe warianty zdarzeń sygnalizowane powyżej) – We. Zatem po raz kolejny rozwijamy nasz wzór gospodarki liberalnej o wskaźniki mniejsze od jedynki:
DC = SWR x Wa x Wb x Wc x Wd x We

Uchylenie założenia (e) oznacza, że zachowania niektórych uczestników są zależne od zachowań innych uczestników (w tym sensie ich ruchy są zredukowane w stosunku do zamiarów – wskaźnik Wf), a do tego – czego uczy praktyka – zależność taka oznacza „haracz” ze strony uzależnionego na rzecz „suwerena”, przy czym intuicyjnie oczywiste jest (i potwierdzone obserwacjami) „piętrowanie” takich uzależnień i związanych z nimi „haraczy”. Haracz zaś nie jest instytucją bilansującą się w Gospodarce (temu ubyło, tamtemu przybyło, więc „wychodzi na zero”), bowiem – choćby z powodu demobilizacji, obniżonych motywacji „płacącego” – efektywność działalności gospodarczej maleje (ujmujemy to w kolejnym wskaźniku Wg).
Nasz wzór na Dochód Całkowity gospodarki liberalnej przyjmuje zatem postać:
DC = SWR x Wa x Wb x Wc x Wd x We  x Wf  x Wg

Założenie (f) sprowadza się do przypuszczenia, że nie istnieje w Gospodarce żaden wpływ Państwa i żadna „odgórność”. Jest to – sądząc z obserwacji – przypuszczenie absurdalne, nie tylko z powodu oczywistego istnienia Państwa jako regulatora, interwenta, nakazodawcy, ośrodka centralizacji, ale też z powodu bardziej ekonomicznego: otóż Państwo i jego komórki (organy) są uczestnikami gry gospodarczej, chciałoby się powiedzieć „równorzędnymi”, ale po uchyleniu powyższych założeń powstrzymamy się od tej nieprawdy.
Tu potrzebna jest wzmożona uwaga: interwencje i regulacje państwowe („odgórne”) postrzegane są powszechnie jako poprawiające efektywność gospodarowania, ulepszające System gospodarczy. Jednak z liberalnego punktu widzenia wszelkie interwencje i regulacje zakłócają rynkowość Gospodarki, co oznacza, że wzmagają działanie wszystkich pozostałych wskaźników, już wprowadzonych do wzoru.
Zatem uchylenie założenia (f) powoduje włączenie do wzoru na liberalną gospodarkę kolejnego (tu: ostatniego) wskaźnika rozpostartego między „0” i „1”:
DC = SWR x Wa x Wb x Wc x Wd x We  x Wf  x Wg x Wh

Powyższy wzór (w uproszczeniu: DC = SWR x Wa-h), gdzie SWR nie oznacza już właściwie sumy wszelkich ruchów, tylko Sumę Ruchów Zamiarowanych przez Uczestników Gospodarki, ukazuje, jak wielki i zarazem fatalny jest wpływ czynników „psujących” Gospodarkę, jeśli tylko upierać się przy jej liberalizmie, ale zarazem uwzględnić to, co w niej jest realne, tyle że „nieczysto” liberalne.
Tym bardziej prezentowane wyżej uchylenia liberalnych założeń nie powinny pozostać bez statystycznych, w tym sensie naukowych dowodów. Uparty liberał może się bowiem odwoływać od przedstawionego właśnie rozumowania i podważać je w oparciu o jego „literackość”. Objętość niniejszego artykułu nie pozwala jednak na skrupulatne dowody.
W dalszej części będę – mimo to – zakładał, że rozumowanie to nie zawiera błędów przynajmniej tych radykalnie fałszujących wniosek. A wniosek ten jest taki oto:
koncepcja gospodarki liberalnej rozumianej jako rynkowa jest utopią zarówno ze względu na nie dające się obronić założenia ustanawiające liberalność tejże, jak też ze względu na wielokrotne, wielostopniowe obniżenie efektywności tej gospodarki w stosunku do tego, co ona – w koncepcji  - deklaruje.
Tak zaatakowawszy liberalizm gospodarczy nie sposób nie odnieść się do dwóch zagadnień, które widzimy jako nieodłączny „atrybut” gospodarki liberalnej, a mianowicie: cykliczności koniunktury wynikającej z nawarstwienia się błędów gospodarczych oraz regulacji antycypacyjnych, nacelowanych na uniknięcie cyklicznych kryzysów.
A zatem cykliczność. Zauważmy, że uchylanie kolejnych założeń wiąże się nie tylko z obniżoną efektywnością gospodarowania, ale też z przeniesieniem korzyści gospodarczych z „lokalizacji” uprzednio założonych przez uczestników gry gospodarczej w inne „miejsce” w Gospodarce. W każdym uchyleniu kolejnych założeń możemy odczytać właśnie ten „efekt uboczny”, którego wynikiem jest „nawis błędów gospodarczych”.
Użycie pojęcia „błąd” wiąże się z dużą odpowiedzialnością, zatem oto skromna próba wytłumaczenia się z tego. Otóż uczestnicy gry gospodarczej, jednostki i podmioty gospodarujące, nie zmieniają ani swojej konstytuanty, ani esencjalnych postaw gospodarczych tylko dlatego, że „życie” inaczej organizuje grę niż tego chciałoby się, zwłaszcza, że karmione są ideologią przecząca odruchom pragmatycznym. Jaśniej: propaguje się model liberalny, rynkowy, choć „gołym okiem” widać jego nierealność (uchylane założenia), więc jeśli uczestnik gry staje przed taką rozpiętością narracji i realiów, pragmatyzm jego zostaje „zagłuszany” nadziejami na odzyskanie rynkowości, nierynkowość Gospodarki postrzega on jako chwilowe wypaczenie. Zatem postępuje „rynkowo” – i nawarstwia błędy.
Błędy zaś – jeśli mają wspólne źródło – mają skłonność do kumulowania się i do swoistej interferencji. Statystyka nazywa to „błędem systematycznym”. Z punktu widzenia pojedynczego uczestnika gry widzimy zagrożenie upadkiem, likwidacją, bankructwem. Z punktu widzenia całej gospodarki widzimy jednak, że w wyniku błędów statystycznych pojawiają się tytuły do dochodów nie mające ekonomicznych i społecznych podstaw do realizacji, nie pokryte realnym wkładem do społecznej puli dobrobytu. Nazwałem je
kapitał fikcyjny
Rośnie on wraz z „nawisem błędów gospodarczych”, przy czym mamy do czynienia z paradoksem dwojakiego autoramentu:
- im większy udział gracza w kreowaniu kapitału fikcyjnego, tym bardziej jest on nagradzany, bowiem kapitał fikcyjny ma tę zaletę, że – nie wiążąc się z realiami gospodarczymi – oszczędza dysponentowi starań, zapobiegliwości, codziennego trudu, ustawicznego układania się z Rynkiem i z „kupującym”;
- w przypadku „alertu” gospodarczego kapitał fikcyjny jest najbardziej mobilny, przez to jako pierwszy zgłasza się po rzeczywistą realizację, nazywaną niekiedy „wycofaniem”, pozostawiając „na lodzie” równoważną sobie masę kapitału rzeczywistego (opartego na realnej twórczości dóbr, wartości i możliwości);
„Alerty” gospodarcze
pojawiają się w wyniku rozmaitych splotów okoliczności w gospodarce realnej, z których najbardziej oczywiste to:
- kumulacja niemożności sprzedaży nadprodukcji;
- wygaśnięcie jakiejś mody gospodarczej;
- fala nowych wdrożeń substytucyjnych;
- zachwiania rynku spowodowane znaczącymi odkryciami i wynalazkami;
- protesty społeczne, przede wszystkim strajki;
- wojny lub ich duże uprawdopodobnienie;
- kataklizmy, katastrofy, awarie o charakterze kluczowym lub systemowym;
- gwałtowne otwarcie (odsłonięcie się) nowych rynków, nowych obszarów gospodarczych).
Jeśli w wyniku „alertu” kapitał fikcyjny masowo zgłasza się po realizację – zaczyna się kryzys polegający na zakłóceniu płynności realnych procesów gospodarczych. Spada Dochód Całkowity gospodarki liberalnej, bowiem ruchy poszczególnych – wielu – graczy są sztucznie ograniczone (faza cyklu znana pod nazwą RECESJA). Kapitał fikcyjny „łaskawie” godzi się na – tylko – częściową realizację, jednak polega ona na „wykupywaniu” upadających lub ratujących się podmiotów gospodarujących (faza cyklu znana pod nazwą DNO). Zakończenie tego procesu oznacza „nową redakcję ładu”, uruchamia na powrót naturalną żywotność ekonomiczną (faza cyklu znana pod nazwą OŻYWIENIE). Nagromadza się znów kapitał fikcyjny – owoc kumulacji błędów w postaci nawisu. Aż dochodzi do kolejnego „zapłonu” w postaci splotu okoliczności stymulujących masowe zgłaszanie się kapitału fikcyjnego po realizację (faza cyklu znana pod nazwą PRZESILENIE).
Zauważmy, że Przesilenie mogłoby następować w czasie, kiedy – w zastanych warunkach gospodarczych (pakiet technologii, kwalifikacje i świadomość siły roboczej, kultura gospodarcza, spójność gospodarcza, itp.) następuje nasycenie, wyczerpujące zdolność efektywnego wzrostu/rozwoju. Niestety, życie nie słucha takich postulatów i prowokuje „alerty” w dowolnie „wybranych” momentach. „Winowajcami” są uczeni, wynalazcy, klimat, komety, podwodne wulkany, ruchy protestacyjne, odkrywcy, generałowie i dyktatorzy. Oraz Przypadek.
A zatem antycypacja
Liberalna gospodarka dopracowała się wielu znakomitych rozwiązań „nieliberalnych”, planistycznych, zatem nie zawsze otwarcie i rozpaczliwie sięga po kryzysową pomoc Państwa albo po wdowi grosz drobnych bezbronnych graczy rynkowych. Cały tzw. neoliberalizm – to pakiet rozwiązań nieliberalnych obliczonych na antycypacyjną sanację liberalnego Rynku w opisanym powyżej (w uchylanych założeniach) rozumieniu (patrz: sygnalizowany nieco poniżej dorobek M. Friedmana, Lucasa, R. Barro, F. Hayeka, Laflera, G. Gildera, J. Buchanana, G. Tullocka, Downsa).
Powróćmy na moment do użytych powyżej założeń „idealnej” rynkowości (dla wygody zostaną one poniżej przepisane):
1/ wszyscy uczestnicy Rynku są sobie równi pod każdym względem (np. masy, mocy, rozeznania, predyspozycji, itp.) i nie zmienia się to w kolejnych iteracjach gospodarczych;
2/ wszyscy uczestnicy mają swobodne pole manewru (wyboru kierunku ruchu), co oznacza brak „polaryzacji” oraz to, że na Rynku nie jest zbyt „ciasno”, a także milczące przypuszczenie, że każdy owoc dowolnej aktywności gospodarczej zostanie „sprzedany”;
3/ ruch w dowolną stronę jest jednakowo opłacalny, czyli przynosi rentowność jednakowo proporcjonalną do pokonanej odległości;
4/ nie zdarzają się ruchy konfliktowe, czyli uczestnicy nie przyjmują kursów zderzeniowych;
5/ wszyscy uczestnicy są wzajemnie od siebie niezależni, ich ruchy nie powodują konsekwencji determinujących zachowania i skuteczności innych uczestników;
6/ nie istnieje żaden odgórny porządek ruchu, uczestnicy kierują się wyłącznie niepodważalną własną wolą.
Neoliberalizm „celuje” w dość sprytnie wybrany punkt: nie narusza powyższych założeń poza ostatnim. Oto przykłady.
Monetaryzm (Friedman) opiera się na poglądzie, że państwo powinno zrezygnować z polityki krótkookresowego regulowania koniunktury, zakłóca ona bowiem naturalną grę sił rynkowych i przynosi z reguły skutki odwrotne do zamierzonych. Na przykład interwencyjna emisja pieniądza (J.M. Keynes, zamówienia publiczne) nie ograniczy bezrobocia na długą metę, a jedynie zwiększy inflację. Państwo powinno koncentrować się na realizacji celów długookresowych przez oddziaływanie na wielkości globalne. Monetaryści stoją na stanowisku, że głównym zadaniem państwa jest walka z inflacją i że należy ją zwalczać przede wszystkim środkami polityki monetarnej (utrzymywanie określonego tempa wzrostu podaży pieniądza w dłuższym okresie, itp. ).
Uwzględniając nasze rozumowanie przedstawione powyżej widzimy, że monetaryzm nastawiony jest na ograniczenia tempa narastania „nawisu błędów” (kapitału fikcyjnego) poprzez zredukowanie możliwości „na skróty”, inflacja bowiem ułatwia przechwytywanie przez kapitał fikcyjny tytułów do realnego dochodu.
Nowa Ekonomia Klasyczna ( Lucas, Barro ) stoi na stanowisku, że aktywna polityka stabilizacyjna jest nieskuteczna zarówno w okresie długim, jak i krótkim, gdyż Państwo nie jest w stanie trwale oddziaływać na wielkości realne, takie jak produkcja czy zatrudnienie (zwłaszcza po doświadczeniach „radzieckiej” gospodarki nakazowo-rozdzielczej). Tylko przypadkowe zmiany w polityce ekonomicznej, których podmioty gospodarcze nie są w stanie antycypować, mogą wywołać zmiany wielkości realnych. Państwo powinno przeciwdziałać inflacji i stymulować podażową stronę gospodarki, głównie przez stosowanie stabilnych i zarazem czytelnych dla pozostałych podmiotów reguł polityki fiskalnej, monetarnej i walutowej.
Myśląc „po naszemu” dostrzegamy, że Nowa Ekonomia Klasyczna zmierza ku „rozszerzaniu” rynku, aby nie był on tak „ciasny”, tym samym zwiększenie realnej swobody ruchów uczestnikom gry gospodarczej.
Szkoła Neoaustriacka ( Hayek ) postuluje, aby państwo koncentrowało uwagę na ochronie własności prywatnej i konkurencji oraz wspomaganiu systemu obiegu informacji ekonomicznej. Wolny rynek jest najlepszym mechanizmem alokacji zasobów i zarazem najlepszym źródłem prawdziwej informacji. Aby przeciwdziałać inflacji trzeba osłabić pozycję związków zawodowych i pozbawić bank centralny monopolu na kontrolę podaży pieniądza. Państwo powinno wspomagać sferę usług i świadczeń publicznych (służba zdrowia, oświata, kultura).
Znów stosując „nasz” język, dostrzegamy w tych postulatach odesłanie Państwa do roli budowniczego buforów łagodzących porażki rynkowe, a zarazem zalecenie Państwu uruchomienie katalizatorów urealniających, uprawdopodobniających założenia „rynkowości”.
Ekoniomia Podaży (Lafler, Gilder)
uważa, że Gospodarka rozwija się dzięki ludzkiej przedsiębiorczości i trzeba ją uwolnić od swoistego gorsetu, jaki nakłada na nią Państwo. Zbyt wysokie podatki hamują inwestycje i wpływają negatywnie na tempo wzrostu gospodarczego. Im mniej dochodów z sektora prywatnego będzie przechodzić przez budżet państwa, tym sprawniej będzie funkcjonował rynek i tym mniej zakłóceń wystąpi w gospodarce.
Ten sam przekaz „po naszemu” brzmi: najlepszym alter-ego naturalnej żywotności ekonomicznej jest Rynek spełniający możliwie najwięcej założeń wskazanych powyżej. Szczególnie groźna dla Rynku jest „zachłanność” Państwa objawiająca się opodatkowaniem i redystrybucją.
Teoria Wyboru Publicznego (Buchanan, Tullock, Downs)
stosuje metodę analizy ekonomicznej do badań nad podejmowaniem decyzji publicznych. Efektywność instytucji trzeba badać i oceniać stosując podobne metody i kryteria oceny jak w przypadku rynku. Państwo powinno interweniować tylko wtedy, gdy istnieją jednoznaczne dowody, że rozwiązania rynkowe są mniej efektywne. Twórcy tej teorii twierdzą, że nie ma istotnego powodu, aby w teoretycznej analizie polityków traktować inaczej niż konsumentów, pracowników czy przedsiębiorców, gdyż politycy również kierują się zasadą maksymalizacji własnych korzyści, a nie bliżej nieokreślonym „interesem publicznym”. Struktury biurokratyczne nieuchronnie prowadzą do nieracjonalnego wykorzystania zasobów, niepotrzebnych wydatków i nadprodukcji usług publicznych. Do tego teoria politycznego cyklu koniunkturalnego sugeruje, że istnieje pozytywny związek przyczynowo-skutkowy między politycznym cyklem wyborczym a cyklem gospodarczym.
„Po naszemu” ten kierunek neoliberalny zmierza do odsunięcia Państwa (polityków) od „wtrącania” się w Gospodarkę inaczej jak poprzez propagowanie „dobrych praktyk”, a podmioty uspołecznione – postuluje się – powinny być poddane wszelkim rygorom rynkowym.
Cóż widać po tym pobieżnym przeglądzie myśli neoliberalnej? Współczesne kierunki liberalne charakteryzuje przede wszystkim głęboka wiara w samoregulacyjne „talenty” prywatnej przedsiębiorczości i wolny, konkurencyjny rynek oraz niechęć do rozszerzania ekonomicznych funkcji państwa. Kiedy rodził się neoliberalizm -  pojawiło się nowe zjawisko w gospodarce - stagflacja - oznaczające stagnację w sferze produkcji i inwestycji wraz z towarzyszącym jej bezrobociem oraz nasilającą się inflacją. Neoliberałowie podzielają klasyczną koncepcję „państwa minimum” oraz opowiadają się za istotną rolą państwa w tworzeniu i podtrzymywaniu ładu instytucjonalno-prawnego dostosowanego do wymogów gospodarki rynkowej. Ich głównym celem w polityce ekonomicznej państwa była walka z inflacją.
Liberalizm zawiera w sobie wiele sprzeczności pojęciowych. Za Encyklopedią WIEM znów czytamy: Liberalizm gospodarczy, liberalizm ekonomiczny, laissez faire, leseferyzm, system poglądów ekonomicznych i oparty na jego zasadach typ polityki gospodarczej, których fundamentem jest całkowita neutralność państwa i innych organizacji gospodarczych i politycznych wobec przebiegu procesów gospodarczych.
Wychodząc z założenia, że każdy człowiek kieruje się zasadą korzyści materialnej (homo oeconomicus), przedstawiciele liberalizmu gospodarczego głosili konieczność istnienia pełnej swobody działalności podmiotów gospodarczych, która w warunkach wolnej konkurencji i zapewnienia przez państwo nienaruszalności własności prywatnej zapewni szybki rozwój gospodarki.
Doktryna liberalizmu gospodarczego powstała w Anglii na przełomie XVII i XVIII w., jej pierwszymi przedstawicielami byli J. Denham-Steuart, B. de Mandeville, F. Quesnay, D. North, D. Hume i P. Boisguillebert. Stanowiła element składowy fizjokratyzmu, poglądów klasycznej szkoły angielskiej i kierunku subiektywistycznego. Była realizowana w praktyce do końca lat 20. XX w.
Niemal od początku swego istnienia miała również przeciwników, zwłaszcza wśród ideologów drobnomieszczańskich i klasy robotniczej (socjalizm utopijny, marksizm). Jej popularność została znacznie ograniczona zwłaszcza po kryzysie gospodarczym w latach 1929-1933 i pojawieniu się poglądów głoszących konieczność interwencjonizmu państwowego. Jej współczesna postać to neoliberalizm.
Sprzeczności językowe Liberalizmu wynikają głównie z prób zastosowania kategorii fizjokratycznych (powołujących się na organiczność Gospodarki) do rozwiązań formalno-matematycznych opartych na analizach zbiorów zatomizowanych, zdekomponowanych. W ramach fizjokratyzmu zatem kategoria „wolność” bliska była o wiele późniejszemu G.W.F. Heglowi (wolność jako zrozumienie konieczności) potem K. Marksowi (wolność jako uczestnictwo w kolektywie) i jeszcze późniejszemu E. Abramowskiemu (wolność kooperatywu). Podaje to E. Nagel w znakomitej książce porównującej koncepcje Boisquilberta, Quesnaya i Marksa. Kiedy jednak koncepcję wolności wyrwać z „więzów” społecznych – wulgaryzuje się ją tak, jak to czynią liberałowie, przy całym szacunku dla ich uczciwości intelektualnej

Liberalizm a kolejne iteracje gospodarcze

Liberalizm niekiedy można sobie wyobrazić jako „pudełko” (Gospodarka), w którym swobodnie, niczym cząstki elementarne, krążą podmioty gospodarujące Rynek).
Wyobraźmy sobie skończoną, ale wielką liczbę podmiotów gospodarujących działających w warunkach Rynku: swoboda inicjatyw gospodarczych, swoboda decyzji gospodarczych, podmiotowość decyzyjna, równorzędność i równoprawność wszystkich wobec Systemu i wobec Rynku, równy start dla każdego podmiotu, swoboda wszelkich wyobrażalnych przepływów (kapitał, siła robocza, towary, finanse), bilateralność i/lub multilateralność a zarazem swoboda umów handlowych, inwestycyjnych, animacyjnych, brak opodatkowania lub skrajnie uproszczone opodatkowanie (prosty wzór, bez wyjątków), pełna możliwość konkurencji (podejmowania identycznych, podobnych lub substytucyjnych przedsięwzięć), anonimowość podmiotów uczestniczących w Rynku.
Wyobraźmy sobie również, że owa wielka liczba podmiotów gospodarujących startuje równocześnie z przedsięwzięciami porównywalnymi ekonomicznie (co do rozmiaru, skali działania). Zatem możemy mówić o „iteracjach” albo „rozdaniach” gospodarczych.
Na koniec wyobraźmy sobie jakąś Pierwszą Iterację, przed którą nie dokonywano aktów żadnej działalności gospodarczej.
Po zakończeniu Pierwszej Iteracji nie ma już możliwości, aby spełnione były warunki Rynku, a to z oczywistych powodów:
1/
podmioty gospodarcze albo odniosły sukces, albo odniosły porażkę, albo „wyszły na zero”;
2/
swoboda umów handlowych, inwestycyjnych, animacyjnych jest ograniczona zarówno skorygowanymi możliwościami podmiotów będących w gorszej kondycji, jak też wyborami podmiotów pozostających w lepszej kondycji;
3/
strumienie przepływów (kapitał, siła robocza, towary, finanse) są „spolaryzowane” (pozbawione swobody) ze względu na niewypłacalność jednych, nadwyżki innych, a także ze względu na nierównomierny rozkład wiarygodności podmiotów, co wpływa na wybory ewentualnych partnerów, kontrahentów;
4/
równoprawność wobec Systemu przestaje dotyczyć przynajmniej tych par kontrahentów, którym „nie wyszła” współpraca: w takiej „parze” mamy do czynienia prawie zawsze z tym, który „zawinił” i z tym, który może sobie rościć od tego pierwszego;
5/
przestaje „obowiązywać” anonimowość podmiotów gospodarujących, bowiem poprzez umowy zawarły one konkretne „znajomości”;
6/
istnieją bariery rynkowe: przykładami są Bariera Wejścia (minimum potencjału wymaganego np. w górnictwie) oraz Bariera Aplikacji (opisująca zdolność wchłonięcia nowych inwestycji, itp.);
W takich warunkach, aby powrócić do warunków Rynku, potrzebna jest albo „magia”, albo interwencja Systemu. Wszelkie interwencje same z siebie, ze swej natury dyskwalifikują Gospodarkę jako rynkową, „magia” zaś odwołuje się do koncepcji „niewidzialnej ręki rynku”. Miałaby ona powodować, że podmioty odnoszące porażki znikają z Rynku, w ich miejsce pojawiają się nowe. Te jednak – bez nadzwyczajnych działań – nie są w stanie na warunkach rynkowych wejść do gry w jakiejkolwiek iteracji, która nie jest Pierwszą Iteracją. Ekonomiści nazywają to Barierą Wejścia na Rynek. Sam fakt jej istnienia zaprzecza rynkowości Gospodarki, ale nawet jeśli nie byłoby tak, mamy do czynienia z dwoma obiektywnymi argumentami anty-rynkowymi:
po pierwsze,
upadek podmiotów odnoszących porażki nie jest oczywisty, bowiem przynajmniej jeden z nich (praktyka dowodzi, że niemal wszystkie, choć nieraz w postaci odmienionej) traktują porażkę jako incydent i w następnych iteracjach starają się „odkuć”, z różnym skutkiem, do tego imając się całkiem nierynkowych działań z wielkiej ich palety;
po drugie,
Rynek zaczyna być już po Pierwszej Iteracji „porządkowany” przez dwojakiego rodzaju działania: jedne z nich to wykorzystywanie dodatkowej „mocy rynkowej” uzyskanej w wyniku sukcesu, drugie z nich to zmowy „rynkowe”, przekreślające wszelkie wyobrażalne warunki rynkowe.
Zarówno praktyki „ratowniczo-sanacyjne” podmiotów odnoszących porażki, jak też zmowy rynkowe oznaczają Monopolizację, przy czym Autor Niniejszego traktuje Monopolizację jako Alter-Ego Rynku, co prowadzi do konkluzji, że Rynek w rozumieniu liberalnym jest Utopią.
Byłby Utopią nawet wtedy, gdyby jakimś szczęśliwym trafem żaden podmiot gospodarujący nie odniósł rynkowej porażki w Pierwszej Iteracji i w następnych. Gospodarką rządzą bowiem nie tylko „czyste i surowe prawa” statystyki, ale też okoliczności tak oczywiste, jak zróżnicowana jest Ludzkość: każdy podmiot gospodarujący różni się od innego kwalifikacjami kadr, ich asocjacjami kulturowymi, wyborami gospodarczymi, punktem startu w Pierwszej Iteracji (np. doświadczenie, kapitał założycielski, stosunki z Systemem, rozmiary przedsięwzięć, rozmiary podmiotu), intencjami wobec Rynku i wobec innych podmiotów gospodarujących, skłonnościami do takich a nie innych umów, spójnością załogi. Już choćby ten fakt przekreśla warunki rynkowe.

Podsumowanie
Infantylny idealizm liberalizmu opiera się na tym, że zgłasza on nie tylko do powszechnej dysputy, ale też postuluje „do zastosowania” model, który z daleka trąci chciejstwem i naiwnym udawaniem samemu przed sobą, że jest on realny. Jest to model mający szansę zafunkcjonować wyłącznie w warunkach zatomizowanej zbiorowości identycznych, ale przy tym wzajemnie dopasowanych pod każdym względem, choć oddzielnych podmiotów o tej samej żywotności i tej samej „zdolności rynkowej”. Tymczasem, pomijając oczywiste zróżnicowanie podmiotów i ich zachowań i postaw „rynkowych”, mają one naturalną skłonność do zawierania sojuszy z wybranymi partnerami i/lub do „zapisu” wobec innych, traktowanych niechętnie. Każdy „sojusz” i każdy „zapis” psują zaś nieodwracalnie Rynek
Do tego, aby „popsuć” model liberalny nie trzeba wcale masowego zawierania sojuszy i masowych „zapisów”, wystarczy jeden sojusz i jeden „zapis” (jedno automatycznie „powołuje” drugie). To jakby wrzucić łyżkę dziegciu do beczki liberalnego miodu. Idealizm, utopijność liberalizmu jest zatem „do kwadratu”.
Liberałowie mogą się bronić (tu ich wspomagam), że model personalistyczny też nie jest do zastosowania w „czystej” postaci, bo Człowiek jest konstrukcją niedoskonałą pod względem psycho-mentalnym. Zgoda: ale Personalizm broni się przed tym zagrożeniem modelu uruchamiając ideę (i niezliczone praktyczne formuły) Państwa. Tam gdzie Człowiek „nie dorasta”, wyręcza go Państwo dane nam przez Absolut (interpretacje, przymus, wykładnie, drogowskazy). Podobnie jest z modelem socjalistycznym: skoro samoorganizacja - samorządność i spółdzielczość - nie są powszechne, nie są oczywistością w przestrzeni publicznej – Lewica wprowadza ideę Państwa Obumierającego, wycofującego się z Przestrzeni w miarę wypełniania jej przez „zrzeszenie zrzeszeń wolnych wytwórców”. Oczywiście, nieznane są przypadki państwa obwołanego albo deklarującego się jako lewicowe, w którym dominuje idea „samolikwidacji”, abdykacji na rzecz Suwerena Ludowego, ale to tylko dowodzi, że jeszcze nie mieliśmy do czynienia z socjalizmem tak pojętym, raczej z socjalizmem domniemanym, mylącym sprawiedliwość społeczną z bezwarunkowym wsparciem i gwarancjami dla „maluczkich”. Skądinąd jest to szlachetne, a wobec całkiem nie-awangardowej świadomości mas (w Polsce mieszczańskich3) , okazuje się pożyteczne, choć gospodarczo ryzykowne.
Takiego „wytrycha” nie używa liberalizm, zatem wystawia się na łatwe ciosy: wszelkie próby sojuszy i „zapisów” liberałowie zwą „socjalizmem” i – dokonawszy tego obrzędu zdemaskowania i ochrzczenia Zła – uważają się za usprawiedliwionych wobec faktu, że gospodarki zwane rynkowymi mają „wkodowane” cykliczne kryzysy, rozmaite „flacje”, narastające wrzody kapitału fikcyjnego, na koniec przywoływanie „nadzwyczajnych” interwencji państwa, polegających na dodatkowym obciążaniu wszystkich kosztami błędów popełnianych przez nielicznych, zwłaszcza przez tych najbardziej winnych i najlepiej „nagradzanych” przez System.
Utopijność socjalizmu sprowadzana jest w dyskusjach do prostej i oczywistej zarazem konstatacji, że świadomość jednostek i większych podmiotów gospodarujących nigdy nie była wystarczająco kolektywistyczna, aby Gospodarka mogła opierać się na – znoszącej regulacje państwowe, zarazem partykularyzmy – samorządności i spółdzielczości, zatem socjalizm na gruncie gospodarczym musiał podpierać się zarówno rozwiązaniami rynkowymi (wyzwalającymi spotęgowaną naturalną żywotność ekonomiczną) jak też wzmożonym interwencjonizmem państwa (regulacjami, nakazami, rozdzielczością). Tak rozumiana utopijność socjalizmu jest „niewinna” w tym sensie, że oznacza ustępstwa na rzecz konserwatyzmu i prawicowości.
Utopijność liberalizmu jest groźniejsza i poważniejsza, bo kiedy okazuje się, że wszelkie liberalne postulaty „rynkowości” są nierealne (wszelkie, nie tylko wybrane) – to liberałowie nie są skłonni ustąpić na rzecz socjalizmu (apel do świadomości) czy personalizmu (humanizm), tylko stawiają państwu apodyktyczne żądania (interweniować koniecznie!) oraz stawiają przed niekorzystnymi faktami dokonanymi podmioty gospodarujące: im słabsze „politycznie”, tym więcej „dokładają” do kryzysów. A kiedy tych pryncypialnych warunków nie da się spełnić – nie liberałowie są winni, tylko wszyscy inni!

Prawdziwa definicja Rynku, redakcja druga, poprawiona
W dyskusji na temat ideowych paradygmatów Rynku funkcjonuje moja (JH) próba definiowania Rynku jako miejsca (przestrzeni gospodarczej), w której każdy podmiot uczestniczący w nagromadzaniu Społecznej Puli Dobrobytu jest dopuszczany do podziału tej puli w stopniu proporcjonalnym do wkładu oraz do ogólnej efektywności gospodarczej. W definicji tej mieszczą się następujące założenia, okoliczności i postulaty:
1/
efektywność Gospodarki powoduje, że zebrane do wspólnej puli dobra, wartości i możliwości, poprzez wzajemne relacje i oddziaływanie, nabierają walorów lub ich są pozbawiane: zatem relacja input-output nie oznacza prostego podziału „public collection”;
2/
niektóre podmioty uczestniczą w życiu gospodarczym wyłącznie jako uczestnicy podziału: są to np. dzieci i młodzież, emeryci i renciści, „delegaci” szarej strefy. Ich status jest regulowany prawem, a właściwie powszechną ugodą;
3/
Gospodarką „zawiaduje” System, będący swoistym „strażnikiem paradygmatów”, który ma zdolność wycofywania się z regulacji wszędzie tam, gdzie Rynek „czysty” jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniami gospodarczymi.
Jednym słowem: Rynek traktuję jako fenomen społeczny i gospodarczy polegający na tym, że zarówno podmioty gospodarujące, jak i System są w stanie „uczyć się” pojmować interes własny poprzez interes publiczny (wspólny, społeczny), w ten sposób spajać się w jedno – co skutkuje osiąganiem rynkowej doskonałości na drodze optymalnej (czyli od gry wszystkich ze wszystkimi o wszystko do gry o doskonalenie Puli).
Definicję tę można potraktować jako kolejny utopijny pogląd oparty na chciejstwie, ale obrona tej definicji może złagodzić tę opinię. Oto bowiem wystarczy, że ostatni z postulatów rynkowych (dwa razy już przytaczanych: chodzi o postulat „f”, o braku odgórnego porządku ruchu), uchylamy, tyle że nie w sposób neoliberalny, ale w sposób uwzględniający racje społeczne. Zatem System (dysponent i inicjator, animator regulacji) co do poszczególnych założeń „zachowuje się” następująco:
a/
poddaje uspołecznionej kontroli wszelkie zgłaszane inicjatywy gospodarcze, w tym sensie reprodukuje ich równość tu-teraz i w kolejnych iteracjach;
b/
wyznacza optymalny próg „ciasnoty” na Rynku, obciążając kolejnych inicjatorów obowiązkiem „wyparcia” zastanych podmiotów na drodze konkurencji jakościowej, weryfikowanej publicznie;
c/
sugeruje (plan) opłacalność ruchów gospodarczych, wskazując kierunki bardziej i mniej rentowne, efektywne;
d/
w społecznej dyspucie ustala zasady rozwiązywania konfliktów gospodarczych (jak uniknąć zderzeń bez rezygnacji z zamierzeń);
e/
jakiekolwiek bilateralne i multilateralne zależności ekonomiczne przeredagowuje ustawicznie w permanentnej debacie publicznej.
Oczywiście, model właśnie zaprezentowany może funkcjonować wyłącznie wtedy, kiedy wzrasta świadomość społeczna uczestników Rynku: jej wzrost powodować powinien redukcję znaczenia Systemu. Celowo stawiamy barierę pojęciową między Systemem a Państwem: w ostatecznym rozrachunku Państwo okaże się „stróżem” dbającym o to, by doskonalący się Rynek nie został na powrót „skancerowany” przez wpływy spoza Systemu, a sam System – u zarania przejmujący prerogatywy gospodarcze państwa – obumiera w miarę tak rozumianego „urynkowienia” Gospodarki.

Praktyczne mega-mechanizmy gospodarcze – grabarzem utopii liberalnej
W każdej Gospodarce, w skali od gospodarstwa domowego po skalę globalną, występują trzy mega-mechanizmy, meta-procesy, które zostaną opisane poniżej. Uważam je za uniwersalne, w każdym razie dotąd (a cyzeluję ich koncepcje od lat w zaciszu własnej biblioteczki) nie znalazłem innych koncepcji, za pomocą których można „jednym i tym samym językiem” zinterpretować wszystko, co dzieje się w mikro-, mezo- czy makroskali gospodarczej, a nawet ogólniej: społecznej.
Te mechanizmy to Dynalogic, Marketon i Gradian. Ich szczegółową analizę zawarłem w przygotowywanej książce Dynamika Wyzysku, natomiast tu zaprezentuję je w krótkich opisach, bowiem – w moim przekonaniu – stanowią znakomitą „trumnę” dla Utopii Liberalnej.

Dynalogic /4
Koncepcja mechanizmu Dynalogic opiera się na założeniu, że w wyniku „naturalnych” procesów gospodarczych prędzej czy później w każdej Gospodarce wykrystalizują się trzy pola gospodarcze: w polu Infragospodarki dokonują się realne działania gospodarcze, mające „pokrycie” zarówno w społecznym tu-teraz zapotrzebowaniu, jak też w realnych możliwościach (wydolności) i w najogólniej pojętej kulturze gospodarczej, w polu Ultragospodarki dokonuja się działania zmierzające do najszerzej rozumianej kontroli gospodarczej, zatem kreowane są instytucje społeczne i organy administracyjno-państwowe oraz urzędy definiujące reguły gospodarowania i pozycjonujące Ultragospodarkę w roli suwerena gospodarczego, w polu Paragospodarki dokonują się procesy łagodzące skutki eksploatacji Infragospodarki przez Paragospodarkę, kreowane są instytucje i podmioty zdolne „dokarmiać”, witaminizować Infragospodarkę.
Rys. 1

Ultragospodarka „zarządza” nawą publiczną poprzez cztery formacje, wymienione tu wedle rosnącego suwerenitetu: Biurokracja, Infrastruktura, Finanse, Polityka. Utrzymuje się z budżetu, który powstaje w drodze „odsysania” z Infragospodarki specjalnej Dani, pobieranej w specjalnie skonstruowanym pakiecie prawno-funkcjonalnym (Kaskadzie). Nie powinno się mylić Ultragospodarki z państwem, Państwo jest zaledwie jednym z przekrojów Ultragospodarki. Natomiast Paragospodarka jest emanacją Ultragospodarki, skierowaną w założeniu ku Infragospodarce, stąd sformowana jest w „szyki” Projektali (systemowych generatorów projektowych), Funduszy (majątkowych, organizacyjnych, preferencyjnych i/lub ściśle finansowych linii zasilających) oraz Survive (obejmującego tzw. socjal oraz rozmaite wyobrażalne cywilizacyjne zdobycze świata pracy i ludu). Paragospodarka powstaje poprzez wydzielenie z Budżetu i – niekiedy – przeistoczenie w „karmę” i „witaminy” – części dochodu wcześniej odebranego Infragospodarce via Kaskada.
Ultragospodarka – co jest bardzo ważne – „pozuje” przed Infragospodarką, że w całości jest Paragospodarką, maskuje swoją rzeczywistą funkcję gospodarczą, legitymizuje się skrajną użytecznością dla Gospodarki jako całości, wystawiając sobie w ten sposób glejt na przemoc i nadrzędność.
I – co najważniejsze – strumienie dochodu płynące z Paragospodarki ku Infragospodarce są przedmiotem ustawicznej czujności Ultragospodarki: kiedy tylko Infragospodarka odzyskuje siły i zaczyna własnymi siłami „odżywać” – strumienie te przekierowywane są z powrotem ku Ultragospodarce, ją odtąd dokarmiając i witaminizując (nazywam to Retorsją). Osiąga się to albo poprzez regulacje (np. specjalne rygory obowiązujące w funduszach Unii Europejskiej), albo poprzez rozwiązania kadrowe i strukturalno-organizacyjne.
Podkreślmy i przypomnijmy: Dynalogic jest mechanizmem uniwersalnym, jest identyczne co do genezy i zasady działania zarówno kiedy obserwujemy rodzinę, grupę, środowisko, parafię, stowarzyszenie, przedsiębiorstwo, urząd, gminę, powiat, prowincję, region – jak też zjednoczenie, korporację, partię polityczną, ruch społeczny, kraj-państwo, sub-kontynent, gospodarkę światową. Wszędzie działa to identycznie, występuje tylko różnica w stopniu bezpośredniości (zapośredniczenia) postrzegania i konsekwencji politycznych tegoż.

Marketon /5
Koncepcja mechanizmu Marketon opiera się na założeniu, że w wyniku „naturalnych” procesów gospodarczych prędzej czy później w każdej Gospodarce wykrystalizują się monopole, najczęściej polega to na tym, że jednostki i podmioty gospodarujące, które odnoszą ciągi sukcesów gospodarczych, uzyskują wieloaspektową przewagę nad jednostkami i podmiotami doznającymi porażek lub funkcjonującymi „w kratkę”: są to aspekty psycho-mentalne, gospodarcze, polityczne, rysujące się w etosach, charyzmie, potencjale rynkowym, upoważnieniach decyzyjnych, rolach społecznych, obyczajach, prawach, itd. Wtedy wszystko, co wiemy i postulujemy w sprawie Rynku – staje się nieaktualne, a obszar Rynku „zagospodarowany” zostaje przez Monopole, wokół nich zaś powstają obszary kliencko-satelickie, może też pozostać nic nie znaczący, nieistotny dla Gospodarki pod-obszar „czysto” rynkowy (proporcjonalność udziału w podziale determinowana wkładem do społecznej puli dobrobytu).
Na szczycie Monopoli, w najlepszych (ekonomicznie, kulturowo, politycznie) rolach pojawiają się Sukcesorzy, czyli jednostki i podmioty, które więcej otrzymują od Gospodarki, niż jej dają (bywa też wcale nierzadko, że nic nie dają albo szkodzą, ale mają poważny udział w podziale).
Rys. 1

Ostatecznie – w wyniku różnorodnych procesów społeczno-kulturowo-cywilizacyjnych – Sukcesorzy stają się warstwą lub klasą społeczną w marksowskim rozumieniu tego pojęcia.
Monopole i ich dysponenci Sukcesorzy – skoro otrzymują nad-udziały ze społecznej puli dobrobytu – muszą generować swoje przeciwieństwo, czyli zrazu pojedyncze jednostki i podmioty, a w ostateczności warstwę/klasę tych, którzy otrzymują z Puli proporcjonalnie mniej niż do niej dostarczają. Mówimy o Proletariacie. Na marginesie tylko, nie wdając się w rozważania szczegółowe, powiedzmy, że napięcia klasowe (antagonizmy) są tym większe, im mniej Proletariuszy musi „karmić” nad-udziały Sukcesorów. Jeśli na przykład jedno 100 PLN Sukcesora jest utrzymywane przez 100 Proletariuszy „okradanych” z pojedynczych złotówek, to napięcie klasowe jest mniejsze, niżby było tak, że na każde 100 PLN Sukcesora składa się tylko 10 Proletariuszy, średnio po 10 złotych. Na rysunku obrazuje to jasne rozszerzenie czerwonego pola proletariackiego.
Podkreślmy i przypomnijmy: Marketon jest mechanizmem uniwersalnym, jest identyczne co do genezy i zasady działania zarówno kiedy obserwujemy rodzinę, grupę, środowisko, parafię, stowarzyszenie, przedsiębiorstwo, urząd, gminę, powiat, prowincję, region – jak też zjednoczenie, korporację, partię polityczną, ruch społeczny, kraj-państwo, sub-kontynent, gospodarkę światową. Wszędzie działa to identycznie, występuje tylko różnica w stopniu bezpośredniości (zapośredniczenia) postrzegania i konsekwencji politycznych tegoż

Gradian /6
Koncepcja mechanizmu Gradian opiera się na założeniu, że w wyniku „naturalnych” procesów gospodarczych prędzej czy później w każdej Gospodarce wykrystalizują się trzy warstwy jakościowo różne pod względem ekonomicznym. Warstwy te korzystają ze swoistego pakietu systemowego (lub cierpią przezeń). Jego funkcjonowanie polega na tym, że w wydzielonej przestrzeni gospodarczej mamy do czynienia z tendencją wznoszącą (obszar czerwony), w innej zaś mamy do czynienia z tendencją spychająca (obszar zielony), natomiast wszelkie jednostki i podmioty zdeklasowane przyjmują status outsidera i „pozycjonują” się najgorzej, jak to jest możliwe w konkretnej Gospodarce. Podział ten ma „skłonność” do petryfikowania się.
Wznoszenie polega na tym, że „czegokolwiek się nie dotkniesz, wychodzi, udaje się”. Można podać przykład niewiele oficjalnie zarabiającego referenta, którego faworyzuje dyrektor, dając mu przywileje, wysyłając na konferencje i w delegacje, dofinansowującego mu rozmaite atrakcje, kształcenie, itp.
Rys. 1

Spychanie jest ekonomiczną odwrotnością wznoszenia” „dokładasz do każdego swojego ruchu”. Można podać przykład zdolnego, potrzebnego ale nielubianego informatyka, który – aby być na bieżąco, sam kupuje sobie książki i czasopisma, opłaca sobie (z pensji i poświęcając urlopy) szkolenia, kursy itp., więc choć oficjalnie zarabia dużo więcej niż wspomniany wyżej referent – jego budżet jest w ciągłym niedostatku. Dlatego – aby to zobrazować – na rysunku pole czerwone wbija się klinem w pole zielone.
Najważniejszym miejscem w mechanizmie Gradian (patrz: rysunek) jest Rynek, czyli miejsce, gdzie – jeśli poruszać się poziomo – istnieje prawdopodobieństwo, że z obszaru wznoszącego przeniesiemy się do obszaru spychającego lub odwrotnie. Ruchy poziome możemy tu utożsamiać ze staraniami „o lepsze jutro”: uczymy się, wżeniamy się w rodzinę prominenta, dajemy łapówki, aktywizujemy się w modnym stowarzyszeniu, bywamy w określonych środowiskach, „inwestujemy” w swój wygląd i wizerunek, płacimy dziesięcinę.
Jeśli pod względem statusu znajdujemy się poniżej dolnego rożku obszaru czerwonego – nasze starania i zapobiegliwość są próżne, bowiem nie mamy szans w „normalnym” trybie (poprzez Rynek) odnieść sukcesu. Zatem marnujemy energię i dochody na starania, lepiej byłoby „poszaleć” za to albo zrzeszyć się politycznie na rzecz obniżenia owego fatalnego rożku obszaru czerwonego.
Jeśli tego nie rozumiemy – prędzej czy później zostaniemy outsiderami, aż zmenelejemy do szczętu. Staniemy się ponurym alter-ego tych, których status wyniósł ponad Rynek (TOP): stamtąd nie da się już wypaść nawet robiąc błędy. Jest się tam dożywotnim rentierem.
Podkreślmy i przypomnijmy: Gradian jest mechanizmem uniwersalnym, jest identyczne co do genezy i zasady działania zarówno kiedy obserwujemy rodzinę, grupę, środowisko, parafię, stowarzyszenie, przedsiębiorstwo, urząd, gminę, powiat, prowincję, region – jak też zjednoczenie, korporację, partię polityczną, ruch społeczny, kraj-państwo, sub-kontynent, gospodarkę światową. Wszędzie działa to identycznie, występuje tylko różnica w stopniu bezpośredniości (zapośredniczenia) postrzegania i konsekwencji politycznych tegoż.
Wszystkie trzy powyższe mechanizmy uważam za „naturalne”, oczywiste, obiektywne. Udowadnianie tego wykracza poza potrzeby tego eseju, pozostawiam Czytelnikowi i jego intuicji zweryfikowanie prawdziwości rozumowania przedstawionego powyżej. Jeśli możliwe jest jego sfalsyfikowanie – można będzie powrócić do poszukiwania społecznego, ale przede wszystkim logicznego sensu koncepcji liberalnych. Jeśli jednak okaże się (udowadniam to szczegółowo w swoje książce), że przedstawione trzy uniwersalne mechanizmy są rzeczywiste – to liberalizm można uważać za pogrzebany i ośmieszony jako Utopia, nawet w „redakcji” neoliberalnej7. Można – trawestując pewną znakomitą opowieść dla nieletnich – zauważyć, że im bardziej liberałowie zaglądają do Gospodarki szukając tam swojego słodkiego Rynku – tym bardziej go tam nie ma!
Im bardziej „samoczynne” okażą się mega-mechanizmy opisane powyżej – tym śmieszniej wyglądają koncepcje liberalne i ich neoliberalne redakcje.

Aktualia
Świat dziś przeżywa spazm zapaści spowodowanej – podobno „wartym” 600 bilionów USD – nawisem kapitału fikcyjnego.
Jego początków poszukiwać powinniśmy w Bretton Woods8 (powiązanie kluczowych walut światowych dolarem $, który wtedy miał jeszcze parytet w złocie, powołanie Banku Światowego, powołanie MFW oraz uruchomienie procesu GATT-WTO). Zdaniem T. Kowalika to wtedy rozpoczęły się wielkie procesy globalizacyjne (jak to Profesor ujmuje: giełdyzacja gospodarki, ja zaś nazywam to intensyfikacją gamblingu, czyli gospodarki nie-realiami). J.M. Keynes – protestując wtedy przeciw rodzącej się oczywistej dominacji USA – zawołał ponoć: zakładają (Amerykanie) orkiestrę pod swoją batutą, ale żeby oni choć byli muzykalni! Nie, okazali się doktrynerami zapatrzonymi w niemożliwe do spełnienia założenia Rynku, przez co odstręczyli od siebie ludzi klasy J. Stiglitza9, a sam A. Greenspan na koniec – poniewczasie – z gracją i klasą zarazem przyznał się do pomyłki. Zwróci pobierane wynagrodzenie?
Według niektórych analityków (P. Kuczyński, Xelion) ostrzeżenia przed obecnym dziś, a wtedy nadchodzącym kryzysem były i wystarczająco wczesne, i mocne (Warren Buffet w 2002 roku: rynek derywatywów - 600 bln USD – 10-letni PKB świata! - tykającą bombą zegarową, George Soros ostrzegał przed CDS Credit Default Swap gdy nieregulowany ten rynek wynosił ponad 50 bln USD, było ostrzeżenie Paula Volckera, szefa Fed z lat 1979 – 87 i Horsta Kohlera, prezydenta Niemiec)10. Ale wtedy doktryna liberalna docierała do nas z ołtarzy ekonomicznych, celebrowana przez najwybitniejszych szamanów.
Pojawiające się tu i ówdzie objawy zagrożenia „leczono objawowo”, poprzez rosnący dług publiczny, który jest przecież „zalegalizowaną” emisją kapitału fikcyjnego i zarazem animacją „alertów”, podczas których tenże kapitał ustawi się pierwszy w kolejce do „wycofania”. W Polsce – poza wielkim deficytem budżetowym – mieliśmy dodatkowo FOZZ, w zamyśle redukujący zadłużeniowy kapitał fikcyjny, a w rzeczywistości będący fabryką masowo kreowanych nierealnych tytułów do dochodu.
„Alert” amerykański pojawił się w postaci załamania się „subprime” kredytów hipotecznych, te zaś pociągnęły fundusze „mortgage” i „hedging”. Dysponenci polityczni mają teraz „raj”: decydują o tym, kogo „wyciągną” kosztem masowych (ludowych) oszczędności i dochodów, a jednocześnie wprowadzą takie rozwiązania systemowe, jakie tylko zechcą, upoważnieni powszechnym strachem (patrz: N. Klein: Doktryna Szoku).
Nie jest prawdą – powiada T. Kowalik11 – że nie ma przygotowanych poważnych programów (zarysów) wyprowadzenia świata poza matnię kapitału fikcyjnego (Profesor wskazuje na prace Labour Party trwające od kilku/nastu lat, ale nie mogące przebić się przez liberalny szum amerykański). Jednym słowem – mówiąc językiem komputerowym – nie ma ani „drajwerów”, ani „sterowników”, choć urządzenia są już wynalezione, a przede wszystkim dokonana analiza.
Ze swej strony dorzucę dwa słowa „z lotu ptaka”: mega-cykle gospodarcze polegają na tym, że ich rozruch odbywa się kosztem eko-zasobów, jako dojrzałe „karmią się” imperium12 (wyzyskiem zewnętrznym), a u swego schyłku implementują systemowo wyzysk wewnętrzny. Obecny kryzys (spazm właściwie) ujawnia, że przechodzimy do trzeciej fazy. Zatem – mając jeszcze trochę czasu – powinniśmy zająć się redagowaniem nowego gospodarczego Systemu opartego na ekozasobach nie zagrożonych i nie zainfekowanych kapitałem fikcyjnym. W Polsce jest to na pewno gospodarka „naturaliami”: rolnictwo, leśnictwo, żywność, budownictwo, częściowo energetyka (węglowa). Są to obszary „niegiełdowe”, w jakiś sposób nawet siermiężne. Na takiej siermiężności ostatnio zyskujemy (patrz: polska zdrowa żywność). Wykreowanie „łańcuchów dostaw” (język logistyki) od pozyskania po jak najdalsze i najpełniejsze przetworzenie – to szansa dla Gospodarki.
Rys. 1

Przy czym należy pamiętać, że dla nowej redakcji gospodarki, dla tej swoistej „pieriestrojki”, nie da się już czerpać z tradycyjnego rezerwuaru aksjologicznego, rozparcelowanego pomiędzy konserwatyzm, lewicę i prawicę. Świat się pod tym względem zmienia, przegrupowuje, a żeby chociaż pobieżnie to sobie uświadomić, warto odejść na moment od „żabiej” perspektywy Konserwatyzm-Prawica-Lewica, a nawet od perspektywy właściwej dla „wysokiej żaby” (Wolontariat, Terroryzm, Alterglobalizm). Dziś podstawą napięć społecznych (konfliktu „klasowego”) jest różnica psycho-mentalna i kulturowo-cywilizacyjna pomiędzy gospodarką „namacalną” i gospodarką „kasyna”, którą obrazuje schemat obok: najistotniejszy jest w nim ekran socjo-mentalny (instytucje oraz „to co w nas”). Wewnątrz ekranu (tu powinien nastąpić cykl rysunków) zachodzą procesy „redagowania” transakcji (transakcja: zapis uzgodnień). Ekran przesuwa się wzdłuż osi rozwoju od ekowymiany po gambling (od wspólnoty pierwotnej po globalizm), dziś jest między społeczeństwem produkującym a społeczeństwem komercjalnym. Po „prawej” stronie ekranu mamy to czynienia z „postępem” ku globalizacji, gdzie zwycięża gambling, gra w wielkiej skali, gdzie zamiast towaru (bazar, sklep) mamy kondensat towarowy (mega-hurt, opcje, papiery wartościowe, fundusze międzynarodowe)13. Po „lewej” stronie ekranu mamy lokalność i prowincjonalność, dosłowność, namacalność gospodarczą. To są dwa światy odmienne co do formuły psycho-mentalnej i co do pakietu przyjętych instytucji regulujących życie codzienne. Stąd nazwa ekranu: socjo-mentalny.
Wiele, nadzwyczaj wiele w gamblerskich procesach gospodarczych zależy od języka, od siatki pojęciowej, jaką przesiąkamy i stosujemy ją w ocenie „tego co za oknem”. I oto w pełnej krasie, w dobie wszechobecnego marketingu i podobnych szalbierczych technik, opisany jeszcze przez K. Marksa proceder kreowania fałszywej świadomości (dziś jest to również „bezideowe” pojęcie psychologii) manifestuje się „podskórnym ukłuciem mediów” i podobnymi medio-technikami kreowania pożądanych (przez gamblerów) wyobrażeń (masowych), szczególnie jeśli gamblerzy są dysponentami mediów. Powstają niemal gotowe instytuty i katedry oraz ośrodki „badań” opinii, których efekty i wnioski są znane, zanim one dostaną zlecenie na owe badania. Znane – bo zadane przez mocodawców jako „praca zlecona”14. To dlatego amerykańskie media doby B. Clintona nie zauważały niespotykanej skali przesunięć własnościowych i rozwarstwienia społecznego, spotykanego tylko podczas wojennych zawieruch, ale z lubością zajmowały się „cygarem” i Moniką Lewinsky15. Taki świat medialny (a 95% ludności przejmuje, internalizuje przekaz medialny) powoduje wielkie i do tego trwałe wypaczenie w postrzeganiu świata16. Gdzie tu mowa o rynku?  I do tego jeszcze fetyszyzm towarowy, w wyniku którego – na przykład - odpowiednio przez nas zaprogramowane komputery same podejmują decyzje giełdowe w imieniu „inwestora”, a że nie mają ani intuicji, ani wystarczającej inteligencji, reagują wyłącznie na suche, mierzalne zdarzenia informacyjne – mnożą błędy, sprzedając i kupując zupełnie nieracjonalnie.

W tym kontekście wciąż trwające i nadal wywołujące ekscytację „widowni” spory konserwatywno-prawicowo-lewicowe przechodzą subtelnie w anachronizm.
Na spotkaniu w redakcji ResPubliki (Warszawa, 25 listopada 2008 r.) spierają się R. Bugaj i R. Gwiazdowski. Prawie nie różnią się w ocenie trwającego załamania finansowego, choć znani są jako reprezentanci „wrogich” sobie systemów aksjologiczno-ideowych. Z ich rozmowy wynika, że liberałom „przeszkadzają”:
a/
niezasłużone dochody reprezentowane przez pieniądz wirtualny (po drążeniu zagadnienia pytaniami publiczności okazuje się, że chodzi zarówno o kapitał fikcyjny, jak też o gambling (ekonomię wielkich giełd);
b/
monopolizacja zacieśniająca i „psująca” Rynek, która zakłóca swobodę działania i gasi przedsiębiorczość (chodzi właściwie o wszelkie podmioty gospodarujące, które nie są „misiami”17);
c/
nieetyczność w gospodarce (tu przywoływany jest A. Smih, który zanim podał światu Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, jako etyk-filozof napisał The Theory of Moral Sentiments);
Obaj dyskutanci – szczególnie R. Gwiazdowski – mają za złe Biurokracji sam fakt, że arbitralnie i z właściwą sobie arogancją przejmuje prerogatywy Państwa stosując je do gospodarki18. Kowalski – powiadają – jako jednostka jest lekkomyślny, myśli krótkowzrocznie i egoistycznie, zatem we własnym, choć niezbyt uświadamianym interesie potrzebuje Państwa aby za niego „myślało” o edukacji, obronności, ubezpieczeniach emerytalnych, ochronie zdrowia, wielkich inwestycjach. Ale ten sam Kowalski jako urzędnik nagle „posiadł gnozę” i staje się – w imieniu Państwa – nieomylny.
Powiadają też obaj paneliści za F. Hayekiem, że tylko z Rynku można otrzymać najważniejsze informacje o Gospodarce (np. jak rozkładają się rzeczywiste wartości dóbr). Rynek to podaż i popyt pozostające w dynamicznej równowadze, niemożliwej w innych warunkach.
Krytyka powyższego rozumowania powinna zauważyć, że owe „przeszkody” gospodarcze, których Liberalizm nie może zaakceptować, są właśnie nieuchronną konsekwencją zupełnej wolności gospodarczej, można ich uniknąć wyłącznie „w pierwszej iteracji”, niejako za „kadencji” Adama i Ewy, natomiast w następnych „rozdaniach” ktoś „ugrać” musi kapitał fikcyjny, sytuacje monopolistyczne i „rozgrzeszenie” dla swojej nieetyczności. Zatem liberałom przeszkadza to, co jest ewidentnym i „najlepszym” owocem gospodarczym nieograniczonej swobody gospodarczej! Oto miara utopii!
Kwestia Państwa i jego roli w Gospodarce przedstawia się podobnie: skoro przysłowiowy Kowalski jest podobnie, na równi nieracjonalny (właściwie skłonny do popełniania błędów) jako przedsiębiorca i jako urzędnik, to trzeba skonstatować, że jako ten drugi ma dostęp do zagregowanej informacji i o niebo lepszy „punkt obserwacyjny”, zatem jest lepiej przygotowany do planowania perspektywicznego, szeroko-horyzontalnego i długo-okresowego. Pracować trzeba nad racjonalizacją jego decyzji, „okastrowaniem” go z dezynwoltury i ze skłonności do obsadzania się w roli Demiurga, a nie nad tym, by w ogóle wyeliminować Centrum albo System z Gospodarki.
Co do informacji gospodarczych, których w rzetelny sposób dostarcza Rynek, co do dynamicznej równowagi popytu i podaży: ktokolwiek wie, na czym polega i w jakiej skali dokonuje się – jakże liberalne! – „aktywne kształtowanie popytu” (propagowanie modelu konsumpcji przez Państwo to dopiero niewinna propedeutyka tego procederu), ten zapyta, czy tak pojęta informacja rynkowa jest do czegokolwiek przydatna. Równowaga popytu i podaży staje się wobec tego naiwnym postulatem, a nie naturalnym, oczywistym atrybutem Rynku i myśli liberalnej.
Dobrze ukrytym, a może starannie ukrywanym założeniem Liberalizmu (i zarazem jego czołowym postulatem) jest to, że każdy człowiek jest stworzony do ustawicznej pogoni za tym co lepsze niż to co „tu” i to co „teraz”. Człowiek – tym bardziej podmiot gospodarujący – jest nic nie wart, jeśli wyłącza się z powszechnego biegu, bo „kto nie biegnie, ten w rzeczywistości się cofa”.
Nie będę, jak konserwatyści a’rebours udający lewicę19, przypominał liberałom, że w takim wyścigu, z różnych – również ekonomicznych – względów, niewskazany jest udział rozmaitych zbiorowości nijak niewinnych temu, że po prostu są (emeryci, inwalidzi, dzieci). Wskażę tylko za wieloma luminarzami ekonomii (najświeższym przykładem G. Kołodko i jego „Wędrujący świat”), że forsowanie „czystego” intensywnego wzrostu źle się kończy i dla świata, i dla tego wzrostu.

Utopia

Przeczytawszy raz jeszcze to co powyżej napisano, nie mam żadnych wątpliwości, ze Liberalizm – z formalnego punktu widzenia znakomita propozycja do przemyśleń – jest jedną z tych Utopii, które urosły do wielkiej rangi i porwały za sobą masy oraz wielu skądinąd inteligentnych i uczciwych ludzi. 
Utopią zaś jest, bo:
1/
opiera swoje racje na koncepcji Rynku wywiedzionej z założeń nierealnych, zresztą niektóre z tych założeń (wspierająca rola Państwa, moralność uczestników Rynku wymagana przy konfliktach) uchylając od samego początku;
2/
uważa za zagrożenie dla siebie to, co jest jego własnym produktem: kapitał fikcyjny, monopolizację, patologie wywodzące się z nieetyczności w biznesie, dominację „wielkich” nad małymi i średnimi;
3/
dziwi się, że Państwo (zaludnione przez urzędników) wykorzystuje swoją monopolistyczną pozycję w Gospodarce i ją umacnia, zamiast zachowywać się altruistycznie, działać wyłącznie pro publico bono;
4/
nie sprawdził się przy wielu, multi-wielu próbach wdrożenia, przy czym nie sprawdził się ani raz, nie sprawdził się nigdzie (tak podejrzewany i oskarżany o utopijność Socjalizm nigdy jeszcze nie doczekał się wdrożenia, więc jego krytyka trafia jak dotąd kulą w płot);
Dlatego, co szczerze postuluję, analizując kolejny spazm gospodarczy, jakiego właśnie doświadczamy – warto wreszcie otwarcie przyznać nierealność rozwiązań opartych na racjach wyłożonych choćby w „Kapitalizm i Wolność” i w „Wolny Wybór” M. Friedmana albo w F.A. von Hayeka „Indywidualizm i Porządek Ekonomiczny” i w „Konstytucja Wolności”20.
W poszukiwaniu nowych rozwiązań dla zapobieżenia narastającemu „kryzysowi tysiąclecia” – pamiętając, że wiele jeszcze pracy edukacyjnej i doświadczeń trzeba Ludzkości, aby świadomość powszechna pozwoliła na zdominowanie Gospodarki przez spółdzielczość, a życia publicznego przez rzeczywistą obywatelską samorządność – warto poszukiwać mechanizmów społecznej kontroli nad poczynaniami wszelkiego rodzaju decydentów, organów zarządzających systemami gospodarczymi i nawą publiczną, mechanizmów „wczesnego ostrzegania” o napięciach gospodarczych i zagregowanych potrzebach społecznych (tych rzeczywistych a nie kreowanych). Warto też ustanowić mechanizmy skutecznego (zauważalnego publicznie) zgłaszania i wdrażania inicjatyw gospodarczych nacelowanych na „wartość dodaną” w postaci dobra publicznego, jakże różnego od dobra partykularnego, prywatnego, indywidualnego!
Warszawa, grudzień 2008 r.
 
Przypisy:
1/ Za Wikipedią: Liberalizm (z łac. liberalis – wolnościowy, od łac. liber – wolny) - ideologia, kierunek polityczny głoszący, iż szeroko rozumiana wolność jest nadrzędną wartością. Najogólniej mówiąc liberalizm odwołuje się do indywidualizmu, stawia wyżej prawa jednostki niż znaczenie wspólnoty, głosi nieskrępowaną (aczkolwiek w ramach prawa) działalność poszczególnych obywateli we wszystkich sferach życia zbiorowego. Liberalizm ekonomiczny - pogląd, który odrzuca wszelkie ograniczenia, które krępują wolny rozwój gospodarczy i wolną konkurencję na rynku, promując „państwo-minimum” tzn. państwo ograniczające swoją działalność do zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego, zewnętrznego oraz zajmowania się sprawami, którymi nie jest w stanie zająć się prywatny kapitał;
2/ Socjalizm realny w przytoczonym na rysunku powyżej kręgu można „zaadresować” na pograniczu konserwatywnego mesjanizmu i lewicowego komunizmu: państwo implementowało liczne prerogatywy i manifestacyjność kościoła, kościół wspierał „emigrację wewnętrzną”, przyjmując komunizm jako zło zastane, niejako konieczne, nie stroniąc jednak od autorytaryzmu noszącego znamiona „upaństwowienia”. Podkreślmy, że zarówno komunizm, jak też mesjanizm przedstawiane tu są jako mutacje, odchylenia, wypaczenia odpowiednio socjalizmu i personalizmu
3/  Za Krystyną Narwicz (etyk, nauczyciel, społecznik) przytaczam ułatwioną formę rozszyfrowania pojęcia (drobno)mieszczanina: otóż jest to taki ktoś, kto w łatwy i zarazem próżny, samo-zadowoleniowy sposób uważa się za przyzwoitego, jeśli tylko realizuje dłuższą lub krótszą listę zaleceń praktycznych: chcesz mieć przyjaciół – nie pożyczaj, róbmy swoje, moja chata z kraja, wolnoć Tomku w swoim domku, tyle zysku co w pysku, umiesz liczyć – licz na siebie, bogu co boskie – cesarzowi co cesarskie, tisze jedziesz – dalsze budiesz, pokorne cielę dwie krowy ssie. I „takiego kogoś” w Polsce jest pełno. Tylko w Polsce?
4/ 5/ 6/  Patrz więcej: Jan Herman, Dynamika Wyzysku, w przygotowaniu;
7/ Przypomnę, że neoliberalizm postrzegam jako pakiet Manifestów skierowanych do Państwa, aby pielęgnowało Rynek i Liberalizm;
8/ Konferencja z udziałem 44 państw, która odbyła się w 1944 w Bretton Woods w amerykańskim stanie New Hampshire. Zwołana przez prezydenta Stanów Zjednoczonych F.D. Roosvelta w celu rozwiązania problemów monetarnych, stabilizacji głównych walut światowych i stworzenia nowego systemu kredytowego dla sfinansowania odbudowy powojennej Europy;
9/ Zrezygnował z doradzania B. Clintonowi, w proteście przeciw nadzwyczajnemu lobbingowi prominentów skrajnie liberalnych;
10/  P.Kuczyński, prezentacja PowerPoint, seminarium PTE i Forum Klubowego, Warszawa, listopad 2008;
11/ Klub Dyskusyjny im. I. Daszyńskiego, Warszawa, 24 listopada 2008 r.
12/ Niegdyś słowo „imperium” oznaczało podboje gospodarcze, wyprawy rabunkowe po siłę roboczą i „korzenie” oraz minerały, pobieranie haraczy od słabszych para-państw – obecnie imperium musi kojarzyć się ze zmasowanym eksportem oraz z drenażem dóbr z „obcych” gospodarek (np. drenaż intelektu, patentów, sieci handlowych, systemów zaopatrzenia i dystrybucji, wykwalifikowanej siły roboczej, marek handlowych i towarowych);
13/ Warto w tym miejscu zastosować sformułowanie Ulricha Becka, który współczesny świat widzi jako zbiór społeczeństw ryzyka (tytuł jednej z jego książek): on to kojarzy przede wszystkim z ekologicznymi konsekwencjami gwałtownego, żarłocznego, nieopamiętanego wzrostu (technologie, eksploatacja zasobów, polucje), ale jakże pasuje to do tego sztucznego świata kapitału fikcyjnego!
14/ B. Dobek-Ostrowska, Rozwój studiów nad komunikowaniem politycznym w Polsce…”, Global Media Journal, Polish Edition, nr 1, wiosna 2006;
15/ Za Sławomir Czapnik, seminarium stowarzyszenia Warszawa w Europie, PTE, Warszawa, 26 listopada 2008 r.;
16/ Warto zamyślić się w tym kontekście nad lekturą medioznawców: M. McLuhana (koncepcja globalnej wioski), S. Thakhotone’a (model wszechmocnej propagandy) czy T. Goban-Klassa (media, komunikowanie masowe), a także nad ideą „przemysłu medialnego”;
17/  Tak żartobliwie nazywa się w Polsce małe i średnie przedsiębiorstwa – MiS
18/ Znakomity przykład bezdomnego, któremu zezwala się żebrać na ulicach, ale nie ma szans na to, żeby legalnie na tych samych ulicach oferował ostrzenie noży, bo rejestracja działalności gospodarczej jest niemożliwa, a wymagana sprawozdawczość „zabiłaby” jego przedsiębiorczość;
19/  Konserwatyzm a’rebours w wielkim skrócie można zobrazować anegdotycznym porównaniem: tradycyjny konserwatysta jest mecenasem, który widząc niedolę utalentowanego pastuszka Janka Muzykanta kupuje mu skrzypce i na tym poprzestaje, pozostawiając mu wybór dalszej drogi, ale kupując sobie jego wdzięczność (może lojalność?). Konserwatysta a’rebours zaś, to ten sam Janko Muzykant, który skrzykuje podobnych sobie pastuszków (niekoniecznie utalentowanych) i staje z żagwią pod sadybą dziedzica wołając: dawaj każdemu po skrzypcach, bo jak nie to ci chałupę podpalimy! Konserwatyzm a’rebours zachowuje instytucję mecenatu, a zatem przyzwala na bogacenie się kosztem innych, pod warunkiem wszakże, że część dochodu pochodzącego z wyzysku zostanie przez „bogacza” poświęcona na filantropię, socjal, akcje charytatywne. Inicjatywa wsparcia pochodzi w tym „modelu” nie do ofiarodawcy, tylko do obdarowywanego. Esencją konserwatyzmu a’rebours jest związek zawodowy, uchodzący za największe historyczne osiągnięcie lewicy;
 



  Komentarz (1)
Buffett i walka klas
Napisał(a) Sławomir Czapnik, na temat 19-03-2009 16:01
Buffett powiedział to dokładnie dwa lata wcześniej niż mówiłem to w Wawie w sali PTE: http://www.nytimes.com/2006/11/26/business/yourmoney/26every.html NYT nie kłamie raczej ;)

Napisz Komentarz
  • Utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
  • Osobiste słowne ataki będą usunięte.
  • Nie używaj komentarzy, tak by zatkać POLITYKUSA. Taki materiał będzie usunięty.
  • Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
  • Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisano zły kod bezpieczeństwa !

Imię:
Tytuł:
Komentarz:

MathGuard antyspam, wpisz wynik równania:

DN1         NEL      
C N    6      D   D3B
8KR   C2M   STP      
  X    Y    2     35K
2OG         EDO      

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »