| List otwarty do Kazimierza M |
|
|
| 10.03.2009. | ||||||||||
|
W ostatnim czasie wiele pisało się o niegdysiejszym pierwszoplanowym polityku PiS-owskiej fali. Dzis juz nawet członkowie PiS mu nie wierzą, chociaż ciagle nie z powodujego żałosnej niekompetencji, ale z powodu zdrady obozu politycznego (taka frontowo-wojenna nomenklatura narzucona jest w PiS przez jej leadera). Do słynnego Kazimierzu M. nasz kolega napisał lis. Poczytajcie, skomentujcie ... Redakcja
List otwarty do Kazimierza M Kaziu M, zaprawdę, powiadam ci – nie lękaj się! Jestem z tobą. Twoje koleje losu uprawniają mnie do mówienia ci po imieniu bo jestem podobny, z jednym wyjątkiem: nigdy nie udawałem świętego. Czego bowiem dziś musisz się wstydzić – ty, atrakcyjny Kazimierz? Tylko tego coś pieprzył jak potłuczony, jako nawiedzony klerykał i uduchowiony piewca katolickiej rodziny. Tego powinieneś się wstydzić co dnia, aktywnie i być może nawet biczując się dotkliwie. Bo nie chodzi tu nawet o głupawe słowa – ale o fałsz z jakimi je wypowiadałeś. Zgrzeszyłeś pychą. Nawet jeśliś w nie wtedy wierzył – to pod spodem czaiła się pycha: pycha pewności, że nie zdarzy ci się żadne odstępstwo od gromko wykrzyczanych zasad. Ale oto Kaziu zwątpiłeś, zatraciłeś się i odbiegłeś w stronę atrakcyjnej blondynki. No i co? Mam cię potępić? Mam się zachować jak twoi konfratrzy z tych zapyziałych katolickich rodzin?! Nigdy! Popieram cię Kaziu! Rozumiem cię doskonale! Wyrosłeś ze swojej poprzedniej rodziny, żony i całej gorzowskiej przaśnej rzeczywistości, jak ze starych, znoszonych butów. I to nie jest twoja wina, ani też wina twojej poprzedniej rodziny. Tak się czasem dzieje – shit happens – jak mawiał niejaki Vonnegut… A twoja żona, teraz znękana i nieco poniżona – może czerpać przecież siłę moralną ze swego moralnego zwycięstwa! Poważnie, bez kpiny. Cóż jej w końcu pozostaje, gdy dopuściła, żeby pociąg do Londynu odjechał bez niej. Każdy człowiek biegnie w swoim rytmie – jeden szybciej, drugi wolniej. Gdy dystans rośnie – to muszą się rozstać, bo już nie mają nic wspólnego… z wyjątkiem … No właśnie. Co z tymi dziećmi, które nie prosiły się na świat i mają w dupie późne dojrzewanie jednego z rodziców? To problem, rzekłbym, operacyjny – czyli kwestia bieżącego, rozsądnego postępowania. Wbrew pozorom dzieci rozumieją i akceptują znacznie więcej niż nawet Samson mógłby sobie kiedykolwiek wyobrazić. Byle ich nie oszukiwać i nie kiwać w głupi sposób, bo to wyczuwają przez naskórek. Prawda i naturalność was wszystkich uratuje. Rozumiem cię Kaziu nawet wtedy, gdy robisz głupoty i pysznisz się swoją nową kobitą – mam tak samo! To standard! Takie są zdrowe samce i koniec. Byleś tylko zachował odrobinę rozsądku i klasy w doborze piarowych partnerów i rzucanych im treści. Śmieją się z twojej kobiety, że pisze wiersze, w stylu dedykacji z laurek w remizie strażackiej? Olej to! I ona też niech to oleje. W końcu nie na poezji buduje się związek. Tylko starajcie się do cholery zachować klasę! Teraz, Kaziu, kilka przykrych prawd – bo jestem od ciebie sporo starszy i takich doświadczeń miałem grubo więcej: jak już się rozpędziłeś i złamałeś szlaban, to uważaj, bo to się może zacząć powtarzać. Fascynacje mijają, nowość blaknie, atrakcje też; tłum jest bezlitosny – odwróci się od ciebie pod byle pretekstem i zamiast rzucać kwiatki, rzuci cegły; czy zastanowiłeś się ponadto, czego chcesz w życiu – szczęścia z kobietą czy może sukcesu publicznego – bo nie można mieć wszystkiego w naszym parafialnym grajdole? Myślenie ma wielką przyszłość – a i przeszłość niemałą. A teraz konkluzja: Kaziu, twój przypadek ujawnił tylko całe rzesze potwornie sfrustrowanych bab i facetów, przyduszonych stęchłym smrodem swojego nieco stęchłego małżeństwa, przesądów, zaduchu naftalinowej dulszczyzny. Ci, którzy jeszcze są przed przełomem – prężyć będą swoje moralne muskuły i rzucać na ciebie inwektywy i klątwy. Ci, co są „tuż po” będą szukać jakichś drobnostek dających im nad tobą pozór moralnej przewagi. Ci, którzy są – jak ja - normalni i życie ich solidnie przećwiczyło – będą cię rozumieć, współczuć ale też i zwracać uwagę, czy przebywając tę życiową mieliźnę zbytnio nie pajacujesz. Więc Kaziu – powodzenia na nowej drodze życia, ale nie pajacuj za bardzo! Zajmij się tymi skromnymi rzeczami, które być może umiesz robić z pożytkiem i nie wyobrażaj sobie, że jesteś wyjątkowy i że powinieneś wzbudzać powszechne zainteresowanie. Chyba, że jesteś Wallenrodem w tych kręgach katolickich dupków-moralistów i chcesz ujawnić ich miałkość i głupotę…. wtedy napieraj!!! Z wyrazami sympatii Wojtek Garstka
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|


Komentarz (2)