|
Wojciech Garstka Korzyści z bezpośredniego, prostego, taniego, powszechnego udziału obywateli we wszelakich wyborach, a także – co bodaj ważniejsze – aktach referendalnych są niewątpliwe. Wymieńmy je jednak dla porządku: Po pierwsze – łatwość i prostota decyduje o szansie wyższej frekwencji wyborczej, co jest wartością samą w sobie; Po drugie – taniość decyduje o możliwości rozpowszechnienia tego sposobu decydowania zwłaszcza o sprawach drażliwych i budzących kontrowersje i wymagających maksymalnego zmobilizowania opinii. Czyż nie marzyłoby się nam szybkie referendum w sprawie krzyży w miejscach publicznych, aborcji na żądanie, podatku religijnego – jakoś tak mi się myślenie omskło w stronę kwestii, które dziś rozstrzyga Kościół pod rękę ze sterroryzowaną przez siebie klasą polityczną wszelkiej maści…;
Po trzecie – szybka dostępność i ewidentność wyników głosowania lub referendum, co zachęca do udziału w nim; Po czwarte – prosta możliwość włączenia do elektoratu obywateli rozproszonych po świecie, sprzężonym już sieciami teleinformatycznymi. Czy są zatem jakieś minusy albo wręcz zagrożenia? Niestety tak! Po pierwsze – system powszechnego głosowania przez Internet wymaga autentycznie powszechnego dostępu do Internetu. To oczywista oczywistość jeszcze nieosiągalna w Polsce. Jeśli jednak ten warunek nie byłby spełniony, to cała idea bierze w łeb; Po drugie – ten powszechny dostęp powinien być przynajmniej na czas głosowania darmowy. To jest problem nie tylko techniczny, ale także ekonomiczny, a raczej biznesowy dla operatorów; Po trzecie – identyfikacja i autentykacja głosującego powinna być wiarygodna i niezaprzeczalna w najwyższym możliwym stopniu. Dziś najostrzejsze tego typu wymagania w systemach publicznych spełniają np. sieci bankomatowe – ale nie jest to wiarygodność stuprocentowa, bo ktoś może zdefraudować kartę i PIN, a ktoś inny może używać jej zamiast właściciela za jego zgodą – co jest w przypadku wyborów przynajmniej dyskusyjne. System powinien też zapewnić wykluczenie możliwości wielokrotnego głosowania, co jest teoretycznie proste, ale w przypadku systemu dopuszczającego miliony transakcji w krótkim czasie – praktycznie proste nie jest; Po czwarte – system elektronicznego głosowania, kolekcjonowania i agregowania wyników (zliczania głosów) powinien być zabezpieczony przed ingerencją hakerów, infekcją wirusów i rozmaitego malweru oraz dostępny na żądanie – a to oznacza trzymanie w pogotowiu wielkiej, zabezpieczonej sieci rozległej w oczekiwaniu na sporadyczny akt głosowania. I to ograniczenie można by obejść, lecz inwestycja początkowa w system musiałaby być spora. Techniczne trudności można wymijać etapami, zaczynając od pilota na jakimś wyraźnie wyznaczonym obszarze, z wykorzystaniem określonych testowych rozwiązań. To wprawdzie jeszcze raczej zabawa, podobna do polskich prawyborów we Wrześni, ale warta zachodu. Gorzej jest z aspektami socjologicznymi całego przedsięwzięcia. Otóż demokracja bezpośrednia (nawet bardziej niż każda inna) zakłada istnienie społeczeństwa obywatelskiego - czyli społeczności świadomych, zorientowanych, dobrze poinformowanych OBYWATELI. W Atenach, gdzie po raz pierwszy i ostatni funkcjonowała taka demokracja, byli to obywatele-właściciele niewolników i dóbr ziemskich. Skąd wziąć w dzisiejszej Polsce taką społeczność OBYWATELI i jak ją zdefiniować? Skąd w dzisiejszej Polsce wziąć kompetentnych, świadomych uczestników politycznych wyborów? Skąd w dzisiejszej Polsce wziąć kompetentne, neutralne politycznie i światopoglądowo, odpowiedzialne za prawdę i rzetelne media informacyjne, kształtujące wiedzę i kompetencje głosującego? Jak widzicie - pytań i trosk jest jeszcze znacznie więcej, niż nadziei.... Można powiedzieć, że nie ma tu różnicy wymagań wobec elektoratu w przypadku głosowania normalnego i elektronicznego, ale to nie do końca prawda. Ostatnie wybory prezydenckie w USA pokazały siłę inspiracji i promocji wyborczej dokonywanej środkami sieciowymi. Skoro tak jest, to skuteczność wszelkiej Internetowej manipulacji też jest wyższa niż poza siecią. Obowiązuje też niepisane prawo, że pewne niekorzystne zjawiska istniejące przed informatyzacją jakiejś sfery - po jej zinformatyzowaniu nasilają się w stopniu wręcz wykładniczym. Na pewno jest tak na przykład z bałaganem…., informatyzacja podnosi go do sześcianu! Nacisk na elektorat przy pomocy mailingów, anonsów, reklam i zwykłego spamu byłby zapewne druzgocący i niezależny od wszelkich prób kontroli i mógłby w pewnym momencie doprowadzić do pojawienia się w elektoracie postaw chronicznego zniechęcenia i odrzucenia. Jednym słowem – mielibyśmy powielenie istniejącej, „nieelektronicznej” sytuacji wyborczej. Trudno powiedzieć, czy elektorat Internetowy reagowałby elastyczniej na chwilowe impulsy – np. przedwyborcze prowokacje i afery (lub częściej pseudosfery) zmierzające do eliminacji przeciwników, czy łatwiej byłoby w Internecie stosować insynuacje, rozpowszechniać bezkarnie plotki itp. Można podejrzewać, że tak – a zatem od elektoratu Internetowego wymagać by należało wyższego stopnia dojrzałości, niż od dzisiejszego. A jak to osiągnąć w krótkim czasie? A jak to osiągnąć w ogóle? A jednak - jestem optymistą! W odleglejszej perspektywie głosowanie w Internecie jest wyjściem oczywistym i nieuniknionym. Trzeba się do tego przygotowywać już dziś.
Napisał(a) Zbyszek K., na temat 21-01-2010 15:11 głosowanie internetowe to tylko narzędzie. Oczywiście dla mnie a myślę że i dla nas do zaakceptowania przy wszystkich wadach i wątpliwościach. Pozostaje pytanie o SPOŁECZEŃSTWO - OBYWATELI. Wielokrotnie rozmawialiśmy o społeczeństwie obywatelskim. Ale ono wymaga samoograniczenia przez rozdających dziś frukty. Jak najwięcej sytuacji w których OBYWATEL dozna skutków swych decyzji. Uruchomi to jego myślenie i zainspiruje do wyjścia z lenistwa.Ale jak tego dokonać jak osiągnąć to, aby "włodarze" samoograniczyli swoje imperia możliwości. Apele i nawoływania niewiele dają tak jak nasz pisk o nieznacznym zasięgu. A może postawa Wallenroda - literacko-przysłowiowego bo nie, broń boże, prawdziwego.I tu kolejna sprawa - czy dla uzyskania możliwości realizacji swoich idei można zawierać egzotyczne sojusze, lub sojusze z przeciwnikami ideowo-politycznymi. Bardzo cenię opinie ludzi zdecydowanych wiernych sobie. Szanuję postawę nieakceptacji kompromisów. Znam twierdzenie o kompromisie który jest zgniły. Ale co robić gdy brak choćby błysku w tunelu? Czy jednak nie jest racją tego, który podejmuje walkę o swoją tożsamość metrodami które narzucili silniejsi, zawarcie kompromisow? Wszyscy zdają sobie sprawę z tego iż jest to sojusz taktyczny dla wszystkich stron. Sojusz dający narzędzia i możliwości a nie deklaracja wyrzeczenia się ideowej tożsamości. Czy życie to nie pasmo kompromisów? Czy szczególnie dziś, w momencie gdy nasz kraj nabiera w szybkim tempie cech kraju wyznaniowego nie jest potrzebny silny polityczny głos otrzeźwienia? Jak skupić energię wszystkich myślących lewicowo dla realizacji idei, które zatrzymają wsteczny marsz rozwoju społecznego? A może dalej przyglądajmy się z pobłażaniem lub jedynie odwróceniem głowy wewnętrznej bijatyce i oczekujmy na odbicie się od dna? Dużo pytań ale nowy rok to czas refleksji. Warto na nie odpowiedzieć. Zbyszek Kamiński od autora: Kompromis to odrębny temat z pogranicza etyki polityki oraz ogólnej nauki o zarządzaniu. Kompromis to jak gambit w szachach czyli poświęcenie czegoś dla czegoś innego. Na ogół idzie o poświęcanie jakiejś wartości dla wartości innej. I tu rozpościera się prawdziwe pole analiz. No bo można poświęcać wartość oczywiście mniejszą, dla oczywiście większej; można poświęcać wartość dla innej z nią kompletnie niewspółmiernej i nieporównywalnej; można wreszcie wartość poświęcić dla doraźnej zdobyczy czyli quasi-wartości ulotnej, chwilowej, taktycznej. Dalej tu pisać nie będę, żeby nie spłycać tematu. Może innym razem. |
Napisał(a) Mirek Cz., na temat 21-01-2010 15:12 W latach 80 gdy w Polsce istniała dopiero sieć akademicka fascynowały mnie perspektywy internetu w ulepszaniu demokracji. Kojarzyłem to sobie ze szwajcarską manią organizowania referendów. Wyobrażając sobie iż przy minimalnych kosztach będzie można organizować elektroniczne głosowania w czasie realnym, gdy decyzje trzeba podjąć, nie zaś wiele miesięcy później. Nie sądziłem, iż wprawdzie internet będzie się upowszechniać, podobnie jak komputery, lecz główne sposoby użytkowania to przeglądanie stron porno, gry komputerowe, spamy, bełkot na forach dyskusyjnych. Cóż ludzie maja skłonność by niemal każdy wynalazek sprymitywizować. Zgadzam się ze Zbyszkiem, że mamy tu do czynienia przede wszystkim z problemem społecznym. Dostęp do komputera i internetu upowszechnia się w sposób naturalny. Za mało ciągle okazji jest natomiast, by z tej techniki korzystać do głosowania. A powinno się to inicjować nie tylko przy głosowaniach najważniejszych, ale i np. lokalnych czy tematycznych. Dość regularnie nękany jestem ankietą gdzie i jak często korzystam z internetu ale już np. o dolinę Rospudy nikt mnie nie pytał. Niektóre portale dość regularnie organizują sondy opinii. Paranoją jest dla mnie, iż portale te nie nagłaśniają potem wyników i ich analiz. Co do prawdziwych głosowań jak najszybciej trzeba wprowadzać możliwość głosowania internetowego równolegle do klasycznego. Już to może zauważalnie zwiększyć frekwencję wyborczą. Przypomniał mi się z lat 80 grafik mojego miesięcznika, zresztą z racji mocno prawych poglądów zastrzegający, iż poza moimi felietonami nic w nim nie czyta. Po jakimś pobycie w Finlandii narzekał, iż tam są tak leniwe ślimoki, że nie chce im się iść na głosowanie i swoje karty do głosowania listami wysyłają& Wielu z nas należy do SLD w jakieś szufladzie mam swoją legitymację, chyba w zeszłym roku koło miało zebranie. A czemu nie robić wewnętrznych głosowań? Podaję swoje nazwisko, numer legitymacji, ew. można to skonfrontować z moim IP. I wypowiadam się, kogo z kandydatów chcę poprzeć w przyszłych wyborach prezydenckich. Jak oceniam różne alternatywy dotyczące spojrzenia SLD na media publiczne etc. Można to robić na poziomie koła, miejscowości, województwa, kraju. Choć dla części wodzów SLD taka opinia trąci anarchią i zbędną demokracją, bo przecież tradycyjnie lepiej wie członek wysunięty z ramienia na czoło. W mikroskali można to zrobić także w samej Ordynackiej. Jest parę osób wypowiadających się codziennie, niektórzy co tydzień, miesiąc. Gdyby ktoś na podstawie
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
chciał sportretować nasze środowisko, portret ten byłby ewidentnie zafałszowany, np. nadreprezentacją opinii Czernego. A jakby raz na jakiś czas wysyłać maila z prośbą o zagłosowanie, odpowiedź na króciutką ankietę? Jeśli to pójdzie z życzeniem potwierdzenia odczytania wiadomości, tyle samo fatygi będzie z wyrażeniem opinii co z wpisaniem komendy, iż nie chce się potwierdzić otrzymania maila. Ale powinien być przy okazji także link do jakiejś strony informacyjno-dyskusyjnej, gdzie można zapoznać się z faktami i opiniami dotyczącymi przedmiotu głosowania. Ile razy byliście w sytuacji, gdy np. w głosowaniu do parlamentu większość nazwisk była obca, nawet z listy którą chcieliście poprzeć? Ile razy mieliście poczucie, iż programy wyborcze są głębokie i bogate pod względem głupoty, naiwności, bełkotu politycznego? Jak widać, próbuję temat konkretyzować i sprowadzać do tego, co sami tymy rencamy możemy zrobić. Jest paru kolegów o wiedzy technicznej, inni o wiedzy socjologicznej. Kilka nazwisk mógłbym podać osób zaangażowanych w różne programy mające na celu rozwój demokracji. Łącząc to można byłoby opracować wzorcowe programy internetowych głosowań, porównać z już istniejącymi w kraju i za granicą. No i bezpłatnie je udostępniać, promować. Ja nie mam odruchu zaglądania na witrynę Ordynackiej. Ale jeśli będę wiedzieć że można tam pobrać programy do głosowań lokalnych i tematycznych, do robienia sondaży opinii rekomendować będę taki adres również osobom nie związanym ze stowarzyszeniem. Jak dostanę informację, iż poprzez tą stronę aktualna jest możliwość głosowania, wypełnienia ankiet w tej czy innej sprawie, co jakiś czas skorzystam z tej szansy. |
Napisał(a) Autor, na temat 21-01-2010 15:13 Poczytajcie tylko! Kilka pomysłów stąd jest bardzo dobrych! Tylko wdrażać m.in. na Ordynackiej. |
Napisał(a) Jola, na temat 21-01-2010 15:14 Jesteście marzyciele czy leniwcy? z domu na wybory wychodzić Wam się nie chce? Przecież w manipulowaniu danymi tkwi więcej możliwości niż przy liczeniu głosów oddanych na kartkach do urn. W polskich realiach nie ma bezpiecznego systemu głosowania a ten przez internet spowoduje, że wnuczek będzie biegał po babciach i ciociach aby z ich komputera oddać głos o ile te babcie i ciocie noi dziadkowie będaą komputery mieli. Podczas ostatnich wyborów w jednym z okręgów mojemu znajomemu zaliczyli 4 głosy chociaż głosowała na niego 8 osobowa rodzina. Oczywiście po odwołaniu okazało się, że w wyniku ponownego przeliczenia głosów uzyskał ponad 80. Przypuszczam, że w wielu lokalach i komisjach takie "pomyłki" to chleb powszedni dla komisji. Zamiast głosować przez internet wystarczy w lokalach wyborczych postawić czytnik papilarny i automat z przyciskami - wtedy w każdej chwili będzie wiadomo kto głosował i jakie są wyniki wyborów. Z takim czytnikiem można też chodzić po domach ( np. straż miejska ). wsadziłam kij w mrowisko? to dobrze! - bo tylko głos oddany na kartce papieru gwarantuje anonimowość. |
|
- Utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
- Osobiste słowne ataki będą usunięte.
- Nie używaj komentarzy, tak by zatkać POLITYKUSA. Taki materiał będzie usunięty.
- Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
- Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisano zły kod bezpieczeństwa !
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |